Sernik krakowski z kratką

Gdyby ktoś zapytał mnie, jak powinien wyglądać sernik krakowski, powiedziałabym że to ciasto ciężkie, gęste, obowiązkowo z rodzynkami, kratką i lukrem. Oczywiście każda cukiernia ma na ten sernik swój sposób, nie zawsze odpowiadający moim wyobrażeniom. Jak powinno być naprawdę niestety nie wiem. Moje o serniku krakowskim myślenie bierze się z dzieciństwa i takie już na pewno pozostanie. Ten sernik w naszym domu pieczony jest jednak bez rodzynek, ponieważ życie postawiło na mojej drodze osobę, która wypieku z suszonymi winogronami nie tknie. Taki więc sernik prawie krakowski. Dziś wersja wypatrzona u Liski. Fajny, mocno tradycyjny, ciężki sernik. Odrobinę za słodki (Liska lubi bardzo słodkie serniki). A. twierdzi, że idealny. Taki więc zostaje i taki pewnie pojawi się u nas na święta.

SERNIK KRAKOWSKI Z KRATKĄ
tortownica kwadratowa 25cm x 25cm

ciasto kruche

250g mąki - u mnie krupczatka
125g cukru pudru - użyłam 60g
ziarenka z 1 laski wanilii (lub łyżeczka ekstraktu z wanilii)
125g masła
1 jajko

masa serowa
1kg twarogu trzykrotnie mielonego - u mnie z wiaderka
8 jajek, osobno białka i żółtka
- rozbiłam 6 jajek (L)
100g miękkiego masła
250g cukru pudru
- użyłam 200g zwykłego cukru
3 łyżki cukru waniliowego
3 łyżki mąki ziemniaczanej
- dodałam 2 łyżki
100g rodzynek (ważne, by były to małe rodzynki bez pestek)
- pominęłam :(
1 żółtko, roztrzepane
lukier
150g cukru pudru połączonego z sokiem wyciśniętym z ok. 1/2 cytryny
- ja lukru zrobiłam tylko trochę

kruche ciasto
Z podanych składników szybko zagnieć ciasto (można mikserem, ale wówczas należy miksować tylko do momentu, aż składniki zaczną się sklejać. Zbyt długo wyrabiane ciasto kruche, po upieczeniu jest twarde). Z ciasta uformuj kulę, zawiń w folię i schłódź w lodówce przez 30-40 minut. Następnie 2/3 - 3/4 ciasta (ta ilość zależy od tego, ile chcemy zostawić na paski ozdabiające wierzch sernika) rozwałkuj na prostokąt, którym wyłóż dno formy wysmarowanej masłem i lekko wysypanej bułką tartą. Resztę ciasta zawiń w folię i schowaj do lodówki.
Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Spód ciasta ponakłuwaj, wstaw do piekarnika i podpiecz przez 15 minut.

W tym czasie przygotuj masę serową.
Masło włóż do dużej miski, dodaj 200g (u mnie 150g) cukru i cukier waniliowy. Utrzyj na krem. Kiedy masa będzie jasna, dodawaj po 1 żółtku, a następnie po 1 łyżce twarogu. Ucieraj tak długo, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Białka ubij w drugiej misce na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodaj pozostałe 50g cukru pudru. Do masy wrzuć rodzynki i mąkę ziemniaczaną. Następnie powolnym, ale zdecydowanym ruchem wmieszaj pianę z białek.

Masę wylej na podpieczony spód. Z reszty ciasta uformuj wałeczki i ułóż je na wierzchu sernika tworząc kratkę. Posmaruj kratkę żółtkiem i wstaw do piekarnika. Piecz 50-60 minut. Po upieczeniu, wyłącz piekarnik, uchyl drzwiczki i pozwól sernikowi ostygnąć. Po ostudzeniu, kiedy sernik będzie zimny, polukruj go. Najlepiej pokrój dopiero następnego dnia.

W okresie świąteczno-noworocznym to mi przypadło w tym roku pieczenie ciast, tortów i tym podobnych rzeczy. Ten sernik w ostatnim tygodniu roku pojawi się u nas na pewno, być może zachce mi się nawet zmielić twaróg :). Jak to ze świętami bywa upiekę to, co już wielokrotnie wypróbowane: sernik z prawdziwą wanilią, strudel z jabłkami, kremówkę oraz makowiec z przepisu Asi z Kwestii Smaku. W święta 2010 będzie nas siedmioro dorosłych i czworo dzieci. Pozostałych będących w naszych okolicach także serdecznie zapraszam.

Smacznego!

Bułki na zakwasie - WP #97

Bułeczki na zakwasie Liski zaznaczyłam sobie do zrobienia już dawno, dawno temu. Gdy pojawiły się jako propozycja w Weekendowej Piekarni wiedziałam, że je upiekę. I upiekłam :). Ciasto jest bardzo proste do przygotowania, nie za luźne, nie za twarde. Bułki szybko wyrastają. To taki wypiek ekspresowy chociaż na zakwasie. Polecam!

BUŁKI NA ZAKWASIE
8 sztuk

150g aktywnego zakwasu żytniego, dokarmionego 10-12 godzin wcześniej
300g mąki pszennej
- użyłam pół na pół: typ 650 i pszenną pełnoziarnistą (Lubella)
100g mąki orkiszowej
- użyłam jasnej
170-200g wody
- u mnie 200g
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka świeżych drożdży (lub suszonych)
2 łyżki pestek dyni (opcjonalnie) - dodałam dwa razy więcej miksu dyniowo-słonecznikowego

Zakwas wymieszaj z wodą i drożdżami. Dodaj oliwę, sól i miód, po czym stopniowo wsypuj mąkę. Wyrób gładkie ciasto, na końcu dodaj pestki dyni. Ciasto przełóż do miski wysmarowanej oliwą, przykryj ściereczką i odstaw do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość.

Kiedy ciasto wyrośnie, delikatnie posmaruj wnętrze dłoni oliwą i odrywając kawałki ciasta uformuj bułeczki. Bułeczki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając między nimi 4cm odstępy.

Piekarnik nagrzej do 230 stopni (w tym czasie bułki na blasze jeszcze trochę urosną; ja przed pieczeniem dodatkowo posmarowałam je wodą i posypałam płatkami orkiszowymi). Wstaw bułeczki i piecz 12-15 minut - do zrumienienia. Bułeczki dość znacznie urosną jeszcze w piekarniku. Po upieczeniu ostudź na kuchennej kratce.

Gotowe bułeczki mają lekko chrupiącą skórkę i o dziwo są bardzo miękkie w środku (spodziewałam się cięższych i bardziej zbitych). Pyszne. Zaskakujące. Proste i szybkie. Doskonałe nawet jeszcze lekko ciepłe. Do powtarzania bardzo często w różnych mąkowych konfiguracjach.

Idealnie wpisują się w mój krok naprzód w stronę pełnoziarnistości, który staram się ostatnio poczynić. Na pewno będę je piekła od czasu do czasu. Dziś u mnie na śniadanie z tuńczykową pastą z limonką (tuńczyk, skórka i sok z limonki, pieprz, jogurt grecki 0%) oraz marynowaną papryką.

Smacznego!

Ciasto czekoladowe na Guinnessie

Po piernikach na Guinnessie Nigelli, które widziałam ostatnio na wielu, wielu blogach, chciałam Wam zaproponować inny wypiek na piwie, także jej autorstwa. Przepis wyszperałam na stronie internetowej nigella.com. Ciasto jest bardzo puszyste, wilgotne i niemalże czarne. Dzięki dodatkowi gorzkiego piwa mało słodkie (przynajmniej w mojej wersji, gdzie cukru jest 1/4 mniej). Smakuje rewelacyjnie. Nie jest zbyt ciężkie: niepodobne ani do murzynka, ani do brownie, ani do ciast czekoladowych pieczonych bez mąki. Inne. Lekkie. Można go zjeść naprawdę dużo. Poza tym banalnie proste :). Jeśli nie macie/nie lubicie Guinnessa użyjcie innego ciemnego piwa.

CIASTO CZEKOLADOWE NA GUINNESSIE
tortownica 23cm

250ml piwa Guinness
250g masła
- u mnie 200g
75g kakao
400g cukru
- dodałam 300g
150ml śmietany 18%
2 jajka
1 łyżka ekstraktu z wanilii
275g mąki pszennej
2 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

Piekarnik rozgrzej d0 180 stopni.

Piwo podgrzej w rondelku, dodaj pokrojone masło, mieszaj aż masło całkowicie się rozpuści. Dodaj kakao i cukier. Dokładnie wymieszaj. Śmietanę ubij z jajkami i wanilią, następnie dodaj do nich płyn piwno-kakaowy, a na końcu wmieszaj mąkę i sodę.

Ciasto przełóż do tortownicy wysmarowanej tłuszczem. Piecz przez 45-60 minut. Ostudź w tortownicy na kratce.

Nigella do tego ciasta robi masę z serka śmietankowego, bitej śmietany i cukru. Ja myślę jednak, że lepsze jest solo lub z polewą czekoladową.

Smacznego!

Risotto z suszonymi pomidorami i pesto

Risotto to jedna z tych potraw, które mogłabym jeść codziennie i właściwie nic innego nie byłoby mi potrzeba. I wytrawnie, i na słodko, z tysiącem możliwych kombinacji. Szybkie i proste w przygotowaniu, a zawsze zaskakujące smakiem. Dzisiejszy przepis bez masła, ale za to z pesto (choć dodatek masła, jeśli upieracie się na klasykę i tu nie zaszkodzi). Przepis z magazynu Food&Wine.

RISOTTO Z SUSZONYMI POMIDORAMI I PESTO
4 porcje

750ml bulionu warzywnego lub drobiowego
1 szklanka (225ml) wody
3 łyżki oliwy z oliwek
1 cebula, posiekana
2 szklanki ryżu do risotto
1/2 szklanki wytrawnego białego wina
1 i 1/4 łyżeczki soli
1/2 szklanki suszonych pomidorów (suchych lub w oleju), posiekanych
świeżo zmielony czarny pieprz
3 łyżki pesto
4 łyżki startego parmezanu

Bulion zmieszaj z wodą i doprowadź do wrzenia, odstaw.

W rondelku lub na patelni rozgrzej olej, dodaj cebulę i smaż, mieszając od czasu do czasu, aż stanie się przezroczysta (około 5 minut). Dodaj ryż i podsmaż go przez około 2 minuty. Wlej wino, dopraw solą i gotuj, aż całe wino wyparuje. Dodaj suszone pomidory i około 1/2 szklanki bulionu do ryżu i gotuj, często mieszając, aż bulion zostanie całkowicie wchłonięty. Kontynuuj gotowanie, dodając po 1/2 szklanki bulionu na raz, pozwalając ryżowi wchłonąć bulion przed dodaniem kolejnej porcji płynu. Gotowe risotto zdejmij z ognia, dodaj pieprz, pesto i parmezan. Całość zamieszaj. Podawaj od razu z dodatkowym parmezanem.

Smacznego!

Chleb polski Tatter - WP #93

Odrabiam zaległości. W 93 edycji Weekendowej Piekarni nie miałam czasu wziąć udziału, ale chleb polski, który był jedną z propozycji Eweliny, wiedziałam że upiekę, gdy tylko nadarzy się okazja. A jeszcze mocniej zachęcił mnie bochenek upieczony przez Ninę - idealnie okrągły, o pięknym wnętrzu. Mój chleb nie ma tak doskonałego kształtu, ponieważ zastraszona lekko uwagą Tatter o niedopuszczeniu do przerośnięcia ciasta, dźgałam ten nieszczęsny chleb palcem raz po raz i w końcu włożyłam do piekarnika. Teraz myślę, że jednak nieco za wcześnie :).

CHLEB POLSKI TATTER
1 bochenek

200g zaczynu zakwasowego żytniego razowego (130% hydracji)
550g mąki białej pszennej chlebowej
50g mąki pszennej razowej
1 łyżka soli
300g letniej wody
2 łyżeczki kminku
opcjonalnie: 1/4 - 1/2 łyżeczki suszonych drożdży

Wszystkie składniki wymieszaj w dużej misce, a potem zagnieć sprężyste gładkie ciasto. Zostaw w szczelnie zakrytej misce na 2 - 2,5 godziny, złóż je w tym czasie 2 - 3 razy. Następnie uformuj owalny bochenek. Umieść go w koszu* i zostaw do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny (krótko, gdy dodane zostały drożdże, dłużej jeśli chleb jest na samym zakwasie). Szybko natnij. Piecz z parą w piekarniku nagrzanym do 260 stopni przez 10 minut, potem obniż temperaturę do 230 stopni i piecz jeszcze 20-25 minut. W połowie pieczenia bochenek obróć, aby obie strony jednakowo się brązowiły.

Uwaga od Tatter:
Należy monitorować ostatnią fermentację i nie dopuścić do nawet najmniejszego przerośnięcia chleba.


* można do ostatniego wyrastania umieścić go w długiej keksówce i potem w niej upiec chleb

Ten chleb bardzo łatwo się wyrabia i formuje, trzyma kształt, a po upieczeniu pięknie pachnie. Miąższ pozostaje długo miękki, a skórka nie twardnieje. Nie jest to więc typowy polski chleb z piekarni :). Polecam!

Smacznego!

Czeski chleb wiejski na zakwasie

Ostatnio ponownie odkrywam chleby, które piecze się na dość sporej ilości zakwasu. Dziś bochenek z przepisu Dorotus, wypatrzony u Oli z bloga Sweet Spoon. To wypiek bardzo prosty, dzięki dodatkowi drożdży szybki i zupełnie bezproblemowy. Piekło go już wiele z Was. Kto jeszcze nie miał okazji powinien spróbować.

CZESKI CHLEB WIEJSKI NA ZAKWASIE
1 bochenek

150g zakwasu żytniego
300g letniej wody
400g mąki pszennej chlebowej
100g mąki żytniej jasnej
1 i 1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka suszonych drożdży (4g) lub 8g drożdży świeżych - u mnie 5g drożdży świeżych

Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i wyrób ciasto (przez 7 - 8 minut). Powinno być luźne i lepkie (można oczywiście wyrabiać także ręcznie). Misę nakryj folią, odstaw na 10 minut by ciasto odpoczęło, po czym wyrób ponownie (przez 5 minut) by było elastyczne. Zostaw na 2 - 2,5 godziny do wyrośnięcia, w ciepłym miejscu.

Następnie uformuj bochenek i przełóż go do obsypanego mąką kosza lub wysmarowanej masłem i wysypanej otrębami foremki. Pozostaw do wyrośnięcia na około 1 godzinę.

Piekarnik rozgrzej do 240 stopni. Piecz przez 40-45 minut (ja piekłam z parą 10 minut, po czym zmniejszyłam temperaturę do 220 stopni). Przed pokrojeniem ostudź na kratce.

Smacznego!

Klawiszki

Zanim poznałam A. nie potrafiłabym Wam powiedzieć, co to za ciastka te klawiszki. W jego rodzinie nieco inne niż te, które dziś zaprezentuje, ale bardzo popularne i wszechobecne. Klawiszki babci Waligórskiej (swoją drogą ciekawy zwyczaj, który jest chyba tylko u niego, to oznaczanie babć nazwiskami, a nie imionami) są bardzo cienkie: grubość ciasta jest zbliżona do grubości glazury. Według A. to prawdziwe klawiszki :). Ja jednak odkąd 15 lat temu po raz pierwszy spróbowałam szkockich ciasteczek Walkers, lubię tylko takie maślane, dość grube ciasteczka. Dlatego klawiszki wersja Iv powstały na podstawie przepisu Ani z bloga Na Miotle. Idąc jednak za przykładem babci A. zamiast margaryny użyłam masła, a zamiast esencji waniliowej - nasion z wanilii.

KLAWISZKI
35-40 sztuk

340g mąki pszennej
185g masła
45g cukru pudru
2 żółtka
ziarna z 1 laski wanilii lub kilka kropli ekstraktu waniliowego
1 białko
cukier puder (około 1 szklanki)

Masło utrzyj z cukrem na jednolitą masę. Do masy dodaj żółtka, wanilię i mąkę. Po wymieszaniu składników powstaną luźne okruchy ciasta. Okruchy wyłóż na blat i szybko zagnieć. Rozwałkuj ciasto na prostokąt o grubości niecałego 1cm, po czym włóż do lodówki na 1 godzinę.

Białko utrzyj z taka ilością cukru pudru, aby powstała glazura o konsystencji bardzo gęstego lukru. Na schłodzonym cieście rozsmaruj nożem glazurę białkową i odstaw na około 30 minut, aż glazura lekko wyschnie.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni.

Pokrój ciasto na prostokąty o wymiarach 1 cm x 4 cm (długim nożem lub kółkiem do krojenia pizzy). Ciasteczka przełóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (odstępy między nimi nie muszą być duże, mi się wszystkie ciastka, 36 sztuk, zmieściły na 1 blasze). Piecze około 10 – 15 minut – zaglądaj do piekarnika żeby ciasteczka się nie przypaliły (powinny pozostać jasne).

Ponieważ po 15 robi się już szaroburo i nieciekawie, bardzo ciężko jest sfotografować cokolwiek. Poszłam więc za przykładem Polki i robię zdjęcia na parapecie. Mam nadzieję, że jest znośnie :).

Smacznego!

Zupa dyniowa z szałwią i kruszonką amaretti

Dziś chciałam Wam zaprezentować najlepszą zupę dyniową jaką do tej pory jadłam. Lekko słodka i korzenna. Inna. Bardzo ciekawa. Bardzo smaczna! Przepis z książki 90 lat Kitchen Aid, która nieustannie mnie zaskakuje. Żałuje, że nie zrobiłam jej wcześniej. Moje zachomikowane na zimę puree z dyni na pewno w większości wykorzystam do tej właśnie potrawy.

ZUPA DYNIOWA Z SZAŁWIĄ I KRUSZONKĄ AMARETTI
4 porcje

kruszonka
40g ciasteczek amaretti
50g mielonych migdałów
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
20g masła
zupa
750g dyni
4 łyżki oliwy z oliwek
1 czerwona cebula
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki mielonych nasion kardamonu
500ml bulionu warzywnego
skórka starta z 1 pomarańczy
garść liści szałwii
sól, czarny pieprz

kruszonka
W pierwszej kolejności przygotuj posypkę z grubo pokruszonych herbatników amaretti, mieszając je z migdałami i cynamonem. Następnie w małym rondlu upraż mieszankę na roztopionym maśle do chwili, gdy nabierze złotobrązowego koloru. Odstaw do ostygnięcia

zupa
Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Obierz i oczyść dynię, pokrój ją na plasterki, skrop łyżką oliwy z oliwek, a następnie opiekaj w piekarniku 25-40 minut, aż będzie dokładnie upieczona w środku.

Cebulę i czosnek posiekaj. W dużym rondlu rozgrzej 2 łyżki oliwy z oliwek, podsmaż cebulę i czosnek. Plasterki dyni pokrój w kostkę, włóż do rondla, dodaj kardamon. Całość zalej bulionem i gotuj na małym ogniu przez kilka minut. Ugotowaną zupę dopraw solą i pieprzem, dodaj skórkę pomarańczową i zmiksuj (jeśli zupa jest zbyt gęsta dodaj więcej bulionu lub wody). Utrzymuj ciepłą.

W małym rondlu rozgrzej pozostałą oliwę i podsmaż liście szałwii, aż staną się chrupiące. Następnie osącz je na papierowym ręczniku kuchennym.

Przelej zupę do talerzy i posyp kruszonką z herbatników amaretti. Udekoruj kilkoma chrupiącymi liśćmi szałwii i od razu podawaj.

Smacznego!

Tessinerli - WP #94

94 edycji Weekendowej Piekarni gospodarzę ja we własnej osobie, więc oczywiście w ten weekend też piekłam z Wami. Lubię ten wypiek, ponieważ zawsze się udaje i wbrew pozorom jego wykonanie zajmuje bardzo mało czasu (nieco więcej oczekiwania, ale praca z ciastem nie jest długa, chleb też nie wyrasta godzinami). Efekt końcowy to bardzo puszyste i miękkie wnętrze. Dziś u nas do ryby.

TESSINERLI
6-cio częściowy bochenek

zaczyn
150g mąki pszennej chlebowej
100g wody
niecałe 1/2 łyżeczki suszonych drożdży
spora szczypta (1/4 łyżeczki) soli
ciasto chlebowe
zaczyn z dnia poprzedniego
350g mąki pszennej chlebowej
190g wody
2 łyżki (30ml) oleju roślinnego lub oliwy z oliwek
1 i 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
3/4 łyżeczki soli

zaczyn
Wszystkie składniki wymieszaj, krótko wyrób, przełóż do miski, szczelnie przykryj i odstaw w temperaturze pokojowej na całą noc.

ciasto chlebowe
Do zaczynu dodaj wodę, dokładnie wymieszaj. Mąkę zmieszaj z drożdżami, a następnie dodaj do niej olej oraz zaczyn, wymieszaj. Wyrabiaj przez 4 minuty na wolnej prędkości (1), następnie dodaj sól i wyrabiaj przez kolejne 6 minut na wyższym biegu (2). Ciasto oczywiście bez problemów można wyrobić też ręcznie. Gładkie i elastyczne ciasto przełóż do miski, szczelnie przykryj i odstaw do wyrośnięcia na 60 minut (po 30 minutach złóż).

Wyrośnięte ciasto przełóż na blat, podziel na 6 części, luźno przykryj i zostaw na 5 minut, aby odpoczęło. Następnie z każdej części uformuj kulę i umieść je w rzędzie tak, by lekko się ze sobą stykały (ja kładę je na omączonym papierze do pieczenia). Przykryj ściereczką i pozwól ciastu wyrastać przez 50 minut.

Piekarnik (z blachą w środku) rozgrzej do 230 stopni.

Bochenek głęboko natnij (2cm), najlepiej pod lekkim kątem. Przełóż na rozgrzaną blachę* (najłatwiej z papierem do pieczenia, na którym bochenek wyrastał), włóż na dolny poziom piekarnika i piecz z parą przez 10 minut, po czym uchyl lekko drzwiczki, aby para uszła. Zamknij, zmniejsz temperaturę do 180 stopni i piecz przez kolejne 20-25 minut.


Od razu po wyjęciu z piekarnika chleb można posmarować odrobiną mleka, skórka będzie wtedy tak miękka jak miąższ**.

* Można użyć także kamienia, jednak chleb podzielony na 6 części na pewno się na okrągły kamień nie zmieści (na blachę mieści się na styk i to po przekątnej, chleb będzie miał 45-50cm długości). Jeśli koniecznie chcecie upiec ten chleb na kamieniu podzielcie ciasto na 5 części (bochenek będzie wtedy krótszy i grubszy). Można także nie rozgrzewać blachy: ciasto może wyrastać na blasze i razem z nią zostać umieszczone w nagrzanym piekarniku (sprawdziłam i w ten sposób chleb też się pięknie upiekł).
** Ja tego nie robię, wolę gdy skórka jest lekko chrupiąca.

Dzisiejsza (niedzielna) wersja obiadowa, w której obok pieczonej makreli brał udział także ten wypiek wyglądała tak:

Wszystkich, którzy już upiekli ten chlebek pozdrawiam i dziękuje. Tych, którzy jeszcze nie zdążyli lub się wahają, zachęcam.

Smacznego!

Dynia pofestiwalowa x 3

Przeglądnęłam podsumowanie Festiwalu Dyni już kilkakrotnie i zaznaczyłam sobie naprawdę sporo przepisów do wypróbowania w najbliższym czasie. Część niestety będzie musiała poczekać na sezon dyniowy 2011, ale 3 rzeczy już udało mi się zrobić.

Zaczęłam od orzotta (zawsze zastanawiałam się jak nazywa się risotto z kaszy) od
Konsti z bloga Apparcchiamo? Zrobiłam je nieco inaczej, zamiast puree użyłam dyni startej na tarce, zmieniłam też nieco kolejność dodawania składników i ich ilość. Moja wersja poniżej. Bardzo mi to danie smakowało, będę je na pewno powtarzać w różnych konfiguracjach.

ORZOTTO Z DYNIĄ I KOPREM WŁOSKIM
4 porcje

3/4 szklanki kaszy jęczmiennej - u mnie pęczak
300-350g dyni, startej na tarce o grubych oczkach
1 fenkuł, posiekany
1 łyżeczka octu balsamicznego
750ml rosołu
1/2 szklanki białego wina
1/2 cebuli, drobno posiekanej
1 ząbek czosnku, zmiażdżonego
30g masła
kilka gałązek świeżego rozmarynu, posiekanego
2-3 łyżki startego parmezanu
oliwa
sól, pieprz

Na patelni o grubym dnie podgrzej oliwę, dodaj cebulę i czosnek, smaż aż cebula zmięknie. Wrzuć kaszę i smaż jeszcze przez chwilę. Dodaj wino i gotuj, aż alkohol odparuje. Następnie dodaj startą dynię, fenkuł, ocet balsamiczny, rozmaryn, sól i pieprz do smaku. Gotuj na średnim ogniu stopniowo, powoli dolewając bulion, do momentu, w którym kasza będzie gotowa. Na końcu dopraw, dodaj parmezan, po czym zdejmij z ognia i wmieszaj masło. Podawaj od razu.

Później ugotowałam jeszcze curry warzywne znalezione u Ani z bloga Strawberries from Poland, autorstwa Jamiego Olivera.

WARZYWNE CURRY JALFREZI
4 porcje

sos Jalfrezi
2 ząbki czosnku, obrane
kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka, obrany
1 łyżeczka mielonej kurkumy
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki oleju (najlepiej arachidowego)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1 świeża papryczka chilli (w oryginale zielona)
mały pęczek świeżej kolendry
curry
1 średnia cebula
1 świeża papryczka chilli
kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
mały pęczek świeżej kolendry
2 czerwone papryki
1 kalafior
1 mała dynia albo 1/2 dużej
2 puszki ciecierzycy (po 200 g każda)
- użyłam mrożonego groszku
łyżka masła i olej
porcja sosu jalfrezi
2 puszki pomidorów (po 400 g każda)
4 łyżki octu balsamicznego
sól, pieprz
sok z cytryny

sos Jalfrezi
Wszystkie składniki zmiksuj w blenderze do uzyskania jednolitej masy.

curry
Cebulę pokrój w piórka; chilli, imbir i czosnek w cienkie plasterki. Papryki pokrój w grube cząstki, zaś kalafiora podziel na różyczki. Dynię pokrój w kostkę, ciecierzycę odcedź.

W garnku rozgrzej olej i łyżkę masła. Na tłuszcz wrzuć cebulę, imbir, czosnek i chilli, smaż chwilę, aż cebula zmięknie. Dodaj paprykę, dynię, kalafior i ciecierzycę, wymieszaj. Smaż przez około 10 minut, mieszając delikatnie od czasu do czasu. Następnie wlej pomidory z puszek oraz 1 szklankę wody.

Dodaj do warzyw sos jalfrezi i ocet, wymieszaj, dopraw i doprowadź do wrzenia. Następnie zmniejsz gaz i gotuj pod przykryciem około 30minut. Na koniec gotowania podnieś pokrywkę i lekko odparuj danie, gdy jest zbyt wodniste. Dorzuć posiekaną kolendrę, skrop lekko cytryną, wymieszaj i podaj. U mnie z
ryżem na sposób indyjski.

A na koniec Bea i przetwory na zimę :).

PUREE Z DYNI

Ostatnią w tym roku dynię niemalże w całości przerobiłam na puree. Bardzo dziękuje Bei za
wyproszony wpis na ten temat. Ja oczyszczoną dynię kroję na duże kawałki, smaruję oliwą z oliwek i piekę w piekarniku (180 stopni) do miękkości. Z upieczonej i ostudzonej dyni ściągam skórę, a miąższ miksuję na gładką masę.

W tym roku połowę puree dyniowego zapasteryzowałam metodą pierkarnikową w 130 stopniach przez 1 godzinę. Na następny dzień pasteryzację powtórzyłam (stosowałam się dokładnie do rad Bei, zainteresowanych odsyłam więc do niej). Drogą połowę puree przełożyłam do woreczków i zamroziłam. Zamroziłam też nieco dyni pokrojonej w kostkę i startej na tarce o grubych oczkach. Za rok napiszę co sprawdziło się najlepiej :). I na pewno powtórzę już na większa skalę.

Smacznego!

Zaproszenie do WP #94

Gdy kilka tygodni temu Gospodarna Narzeczona zaproponowała mi poprowadzenie Weekendowej Piekarni bardzo się ucieszyłam i oczywiście od razu zaczęłam myśleć o przepisie. Przez ten okres pomysł zmieniał się kilkakrotnie :) i koniec końców w 94 edycji chciałabym, abyście upiekli ze mną szwajcarski chlebek Tessinerli, zwany przeze mnie bułkochlebem :). Przepis zaczerpnęłam od Zorry. To wypiek bardzo prosty i szybki. Wystarczą 2 godziny rano, chwila pieczenia i chlebek, który można jeść jeszcze ciepły gotowy. Miąższ jest puszysty i delikatny. Mocno pszenny. Fajny, bezproblemowy wypiek o ciekawym wyglądzie. Po prostu coś innego: ani to chleb, ani bułka, ani bagietka :). Mam nadzieję, że dołączycie, jako że to pierwsza prowadzona przeze mnie Piekarnia i na pewno nie chcecie mnie zniechęcić, prawda?

TESSINERLI
6-cio częściowy bochenek

zaczyn
150g mąki pszennej chlebowej
100g wody
niecałe 1/2 łyżeczki suszonych drożdży
spora szczypta (1/4 łyżeczki) soli
ciasto chlebowe
zaczyn z dnia poprzedniego
350g mąki pszennej chlebowej
190g wody
2 łyżki (30ml) oleju roślinnego lub oliwy z oliwek
1 i 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
3/4 łyżeczki soli

zaczyn
Wszystkie składniki wymieszaj, krótko wyrób, przełóż do miski, szczelnie przykryj i odstaw w temperaturze pokojowej na całą noc.

ciasto chlebowe
Do zaczynu dodaj wodę, dokładnie wymieszaj. Mąkę zmieszaj z drożdżami, a następnie dodaj do niej olej oraz zaczyn, wymieszaj. Wyrabiaj przez 4 minuty na wolnej prędkości (1), następnie dodaj sól i wyrabiaj przez kolejne 6 minut na wyższym biegu (2). Ciasto oczywiście bez problemów można wyrobić też ręcznie. Gładkie i elastyczne ciasto przełóż do miski, szczelnie przykryj i odstaw do wyrośnięcia na 60 minut (po 30 minutach złóż).

Wyrośnięte ciasto przełóż na blat, podziel na 6 części, luźno przykryj i zostaw na 5 minut, aby odpoczęło. Następnie z każdej części uformuj kulę i umieść je w rzędzie tak, by lekko się ze sobą stykały (ja kładę je na omączonym papierze do pieczenia). Przykryj ściereczką i pozwól ciastu wyrastać przez 50 minut.

Piekarnik (z blachą w środku) rozgrzej do 230 stopni.

Bochenek głęboko natnij (2cm), najlepiej pod lekkim kątem. Przełóż na rozgrzaną blachę* (najłatwiej z papierem do pieczenia, na którym bochenek wyrastał), włóż na dolny poziom piekarnika i piecz z parą przez 10 minut, po czym uchyl lekko drzwiczki, aby para uszła. Zamknij, zmniejsz temperaturę do 180 stopni i piecz przez kolejne 20-25 minut.

Od razu po wyjęciu z piekarnika chleb można posmarować odrobiną mleka, skórka będzie wtedy tak miękka jak miąższ**.

* Można użyć także kamienia, jednak chleb podzielony na 6 części na pewno się na okrągły kamień nie zmieści (na blachę mieści się na styk i to po przekątnej, chleb będzie miał 45-50cm długości). Jeśli koniecznie chcecie upiec ten chleb na kamieniu podzielcie ciasto na 5 części (bochenek będzie wtedy krótszy i grubszy). Można także nie rozgrzewać blachy: ciasto może wyrastać na blasze i razem z nią zostać umieszczone w nagrzanym piekarniku (sprawdziłam i w ten sposób chleb też się pięknie upiekł).
** Ja tego nie robię, wolę gdy skórka jest lekko chrupiąca.


Dla tych, którzy lubią wiedzieć jak wygląda pieczywo, które planują upiec załączam zdjęcie:

Gdzieś przeczytałam, że kawałki tego chleba odrywa się, a krojenie na kromki jest źle widziane. Ponieważ jednak nie jesteśmy szwajcarskimi tradycjonalistami to możemy jeść jak nam wygodniej. Jeśli macie dostęp do szwajcarskiej mąki Halbweissmehl to w tym właśnie wypieku powinniście jej użyć.

Zapraszam!

Jesień. Risotto z gruszką. Risotto z jabłkiem.

Jesień. Nad wyraz ciepła jesień. Ciągle jeszcze mamy ogromny urodzaj jabłek i gruszek. A więc dziś jabłka i gruszki. Ale osobno. Wytrawnie i na słodko. Oba przepisy wspaniałe, bardzo smaczne i aromatyczne. Nie trzeba zbyt wiele o nich pisać.

Na początek gruszki na sposób wytrawny. Poniższe risotto znalazłam na stronie magazynu
Jamie, a jego autorem jest Dave Barker. Jest idealne: słodkie, zapieczone w miodzie gruszki, słona gorgonzola, kremowy ryż. Polecam.

RISOTTO Z GRUSZKĄ I GORGONZOLĄ
4-6 porcji

3 dojrzałe, słodkie gruszki
4 łyżki miodu
1 litr gorącego bulionu z kurczaka lub warzyw
2 łyżki oliwy z oliwek
40g masła (+ masło do smażenia)
1 duża cebula, drobno posiekana
2 ząbki czosnku, obrane i zmiażdżone
2 łodygi selera naciowego, drobno pokrojone
- użyłam kopru włoskiego
400g ryżu do risotto
- jestem wierna odmianie carnaroli
325ml wytrawnego białego wermutu lub wina
- jestem wierna szczepowi sauvignon blanc :)
150g sera gorgonzola, pokruszonego
50g świeżo startego parmezanu
kilka gałązek tymianku
- użyłam posiekanych listków szałwii
sól, pieprz

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni. Gruszki pokrój w ósemki, usuń gniazda nasienne, umieść na blasze i polej miodem. Piecz przez około 15-20 minut, aż owoce lekko zabrązowią się na brzegach. Odstaw do ostygnięcia.

Na patelni rozgrzej oliwę z oliwek z kawałkiem masła. Wrzuć cebulę, czosnek i seler, smaż aż warzywa zmiękną (nie powinny jednak zabrązowić się). Następnie dodaj ryż i smaż przez kilka minut, aż stanie się częściowo przezroczysty. Dodaj wino i gotuj, aż alkohol całkowicie wyparuje. Następnie dodaj szczyptę soli, po czym partiami dolewaj bulion: gotuj w ten sposób (mieszając od czasu do czasu) do momentu, w którym ryż będzie dobry. Na końcu dopraw do smaku solą i pieprzem. Wmieszaj 100g gorgonzoli i pieczone gruszki, wymieszaj. Gdy ser rozpuści się, a gruszki ogrzeją ściągnij z ognia, dodaj parmezan oraz masło, dokładnie wymieszaj. Przykryj pokrywką i odstaw na 2 minuty. Na końcu dodaj tymianek, ewentualnie dopraw.

Gotowe risotto rozłóż na talerze, posyp pozostałą gorgonzolą oraz (opcjonalnie) płatkami parmezanu i tymiankiem (dodałam też orzechy włoskie, bo jakże to gruszki i gorgonzola bez orzechów?). Skrop oliwą z oliwek. Podawaj od razu.

Kolejna jesienna propozycja (na ciemne i chłodne wieczory) jest bardziej deserowa i tylko dla dorosłych. Przepis pochodzi z książki Indulge. 100 perfect desserts. autorstwa Claire Clark. Deser jest słodki choć mało w nim cukru. Lekko nasączone alkoholem jabłka to niezbędny dodatek :).

RISOTTO Z JABŁKIEM I SOSEM CYNAMONOWYM
3-4 porcje

sos cynamonowy
250ml śmietanki 30%
3 duże żółtka
25g cukru
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
risotto
50g masła
100g ryżu do risotto
600ml soku jabłkowego - użyłam świeżego soku zmieszanego z wodą (75:25)
2 jabłka, obrane i starte na tarce o grubych oczkach
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta przyprawy do jabłecznika lub piernika
cukier do smaku
- pominęłam
jabłka
4 jabłka obrane i pokrojone na kawałki
150ml cydru - u mnie białe wino
cukier do smaku - dodałam 2 łyżeczki brązowego cukru
opcjonalnie: karmel

sos cynamonowy
Żółtka utrzyj z cukrem na kremową masę. Śmietankę doprowadź do wrzenia, dodaj cynamon i utarte żółtka. Gotuj na bardzo małym ogniu, cały czas mieszając, aż sos nieco zgęstnieje (uważaj aby nie doprowadzić do zbyt gwałtownego wrzenia). Całość przelej do blendera i zmiksuj (cynamon nada sosowi lekko brązowego koloru). Wstaw do lodówki, gdzie sos powinien jeszcze trochę zgęstnieć.

risotto
Masło rozpuść na patelni, wrzuć ryż i smaż przez chwilę. Dodaj starte jabłka oraz 1/3 soku jabłkowego, gotuj aż płyn niemal całkowicie się wchłonie. Stopniowo dodawaj pozostały sok, aż ryż będzie gotowy. Zdejmij z ognia, dodaj przyprawy, ewentualnie dosłodź cukrem. Odstaw do ostygnięcia (postaraj się w tym czasie nie zjeść większości), po czym przełóż do lodówki.

jabłka
Przygotuj na kilka minut przed podaniem. Jabłka, cukier i alkohol umieść w garnku i gotuj, mieszając od czasu do czasu, aż owoce zmiękną, a płyn wyparuje.

Risotto wyciągnij z lodówki, rozłóż do miseczek, polej sosem cynamonowym, dodaj gorące jabłka oraz (opcjonalnie) polej płynnym, gorącym karmelem.

Smacznego!

Chleb mieszany z ziarnami - PPG zadanie numer 14

Dziś u mnie kolejny chleb z Piekarni po Godzinach, czyli mieszany chleb Zorry z ziarnami. Miałam ogromną ochotę na chleb i siemię lniane, dałam mu więc kolejną szansę (za pierwszym razem mi nie wyszedł). Do dziś tak naprawdę nie rozumiem, co poszło nie tak, gdy piekłam go po raz pierwszy, ponieważ to pieczywo bardzo proste do wykonania, nawet przez osobę początkującą. Ciasto łatwo się wyrabia, nie jest zbyt kleiste, ani wilgotne, a po uformowaniu trzyma kształt. Z podanych proporcji wychodzi OGROMNY BOCHENEK, warto więc posłuchać pani profesor margot i zrobić dwa mniejsze (np. okrągłe).

CHLEB MIESZANY Z ZIARNAMI
1 ogromny bochenek lub 2 mniejsze

zaczyn
200g mąki pszennej chlebowej
100g mąki orkiszowej
200g wody
5g świeżych drożdży
5g soli
ciasto chlebowe
zaczyn z dnia poprzedniego
500g mąki pszennej chlebowej
75g mąki pszennej razowej
25g żytniej razowej
100g mąki orkiszowej
150g mieszanki ziarenek do sałatek czyli mieszanka ziaren słonecznika, pestki z dyni, orzeszki pini, włoskie orzechy i rodzynki
- u mnie siemię lniane, 100g
420g wody
15g świeżych drożdży
20g soli

zaczyn
Składniki wymieszaj i dobrze zagnieć. Przykryj ręcznikiem lub folią spożywczą i odstaw w temperaturze pokojowej na 1 godzinę. Po tym czasie, wstaw do lodówki na 12 godzin (max. 24 godziny).

ciasto
Drożdże rozpuść w odrobinie wody. Resztę wody dodaj do zaczynu i wymieszaj - do rozpuszczenia. Wszystkie składniki, oprócz soli, przełóż do miski robota kuchennego i zagniataj 4 minuty na poziomie 1. Następnie dodaj sól i mieszaj na 2 biegu przez 6 minut (można oczywiście zagniatać ręcznie). Ciasto przykryj i odstaw w temperaturze pokojowej na 60 minut, ale po 30 minutach raz złóż.
Na koniec uformuj owalny bochenek i odstaw go na 50-60 minut. (nie miałam tak wielkiego kosza, więc bochenek wyrastał na blacie). Wyrośnięty chleb natnij (nie nacinałam).

Piekarnik rozgrzej do 240 stopni, wsuń do niego chleb i piecz 15 minut, następnie otwórz na chwile drzwiczki, żeby uszła para. Zmniejsz temperaturę do 220 i piecz jeszcze 20 minut. Ostudź na kratce.

Chleba w całej swej okazałości nie udało mi się sfotografować, ponieważ:
1) pewnie nie zmieściłby się w kadrze ;)
2) byłam bardzo głodna i rozkroiłam jeszcze ciepły...
Na zdjęciach widać więc tylko pół chleba.

Smacznego!

Ekspresowe Amaretti

Bardzo lubię marcepan (wstyd się przyznać, że przechodziłam przez dość długi okres, w którym zjadałam jeden marcepanowy batonik Lindt dziennie), ale rzadko używam go w kuchni. Wczoraj poprosiłam jednak A., żeby kupił mi masę marcepanową i likier Amaretto, ponieważ zauroczyła mnie wersja ciasteczek Amaretti u Claire Clark (Indulge. 100 perfect desserts.). Być może niektórzy z Was zauważyli, że jestem zupełnie nieciasteczkowa: brak u mnie przepisów na tego typu wypieki. Jest między mną a ciastkami jakaś obopólna niechęć: gdy już zdecyduje się jakieś zrobić to na pewno nie będą mi smakować, albo zupełnie nie wyjdą. Z reguły więc nie próbuje. Tym razem było jednak inaczej.

Dzisiejszy przepis to tylko 3 składniki i ekspresowe wykonanie. Wszystkim miłośnikom marcepanu gorąco polecam :).

AMARETTI
20 sztuk

200g masy marcepanowej (kupnej lub domowej roboty)
60g cukru
20ml likieru Amaretto
(w wersji dla dzieci można użyć syropu o takim smaku)
dodatkowo: cukier puder do obtaczania (ok. 30-50g)
opcjonalnie: suszone posiekane figi lub suszona żurawina

Marcepan pokrój w kostkę, wrzuć do miski, dodaj cukier, całość wyrób ręcznie tak by cukier połączył się z masą (nie należy ucierać mikserem). Dodaj połowę likieru, zagnieć, dodaj pozostały likier, zagnieć ponownie. Powstała miękka masa nie powinna kleić się do rąk (jeśli się klei dodaj łyżkę cukru pudru, aby uzyskać prawidłową konsystencję; na tym etapie można też dodać suszone owoce do masy).

Sporą ilość cukru pudru przesiej na blat tak by powstał dość duży prostokąt. Przełóż na niego masę marcepanową i uformuj wałek (3cm grubości). Cały wałek powinien być obtoczony cukrem pudrem. Pokrój na 1,5cm kawałki (jak kopytka), każdy kawałek uformuj w kulkę. Wszystkie kulki obtocz ponownie w cukrze pudrze i ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ostaw na 20 minut, tak by kulki nieco wyschły. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 200 stopni.

Każdą kulkę ponaciskaj z boków palcami. Piecz na środkowym poziomie piekarnika przez 10 minut (nie należy piec zbyt długo, wtedy ciasta zupełnie rozjadą się i staną się płaskie). Wyciągnij, ostudź, zjedz :). Podawaj z kawą lub likierem amaretto. To mała rzecz, ale idealna na podwieczorek.

Przygotowanie tej wersji ciasteczek Amaretti trwa naprawdę tylko kilka minut. Ten wypiek różni się od wersji pieczonych na białku, jakie możecie znaleźć w Internecie (i jakie można kupić w sklepach). Te ciasteczka są chrupiące na zewnątrz, ale ciągle miękkie (i mocno marcepanowe) w środku. Inne, mniej kruche, za to bardziej "ciągnące się". Według mnie lepsze. Poza tym bardzo proste. Polecam!

Smacznego!

Zakręcone bułeczki - WP #92

Ostatnio Weekendowe Piekarnie pełne są maślano-mlecznych bułeczek. Także tym razem w 92 edycji. Tym razem Kornik z bloga Kornik w kuchni zaproponowała fajne, bardzo miękkie i puszyste zawijane bułeczki. Poczyniłam kilka zmian: do warstwy kakaowej dodałam mniej cukru, a kakao zastąpiłam czekoladą (następnym razem dodam nieco więcej mąki, ponieważ masa była nieco zbyt luźna). I tak powstały zakręcone bułeczki z czekoladą. Najwięcej stworzyłam ślimaczków, ale też kilka serduszek i rogalików (te wyszły mi najbrzydsze :). Efekt końcowy jest bardzo ciekawy, nie tylko w smaku.

ZAKRĘCONE BUŁECZKI
25-30 sztuk

ciasto
250g mąki pszennej
250g mąki pszennej chlebowej lub mantioby
1/2 łyżeczki soli
125g + 1 łyżeczka cukru
1 jajko
180ml ciepłego mleka
75g miękkiego masła
15g świeżych drożdży
warstwa kakaowa
1 białko z dużego jajka (L lub XL)
30g mąki pszennej
60g cukru - u mnie 30g
120ml mleka
30g kakao
- zastąpiłam 50g gorzkiej czekolady
15g masła

ciasto
Drożdże z łyżeczką cukru rozpuść w odrobinie ciepłego mleka, odstaw, by zaczyn zaczął pracować. Do miski przesiej obie mąki, dodaj jajko, cukier, masło, sól oraz gotowy zaczyn. Wlewaj stopniowo resztę mleka, po czym zagniataj przez około 15 minut, by powstało elastyczne ciasto. Przełóż je do miski lekko wysmarowanej olejem, przykryj folią i odstaw do wyrośnięcia na 60-70 minut.

warstwa kakaowa
W miseczce wymieszaj białko, cukier i mąkę, by składniki połączyły się i powstała gładka, kremowa masa. Mleko zagotuj w garnku, dodaj kakao (u mnie czekolada) i wymieszaj, by pozbyć się grudek. Dodaj masę białkową, zamieszaj - masa powinna zgęstnieć. Zdejmij z ognia, dodaj masło i mieszaj do jego rozpuszczenia. Odstaw do wystygnięcia. Ostudzoną masę ułóż na dużym kawałku foli spożywczej, przykryj drugim kawałkiem i rozwałkuj w okrągły placek o średnicy około 20 cm. Włóż do lodówki.

Wyrośnięte ciasto rozwałkuj na omączonym blacie na prostokąt (na jego środku ułożymy kakaowy krążek: krótszy bok prostokąta powinien być 2-3 cm dłuższy niż średnica placka, a dłuższy bok około 3 razy dłuższy niż średnica kakaowego krążka). Ułóż kakaowy placek na środku drożdżowego prostokąta, złóż luźne boki jeden na drugi, tak by przykrywały warstwę kakaową. Przekręć placek o 90 stopni, rozwałkuj na długi prostokąt. Złóż dłuższe boki tak, by spotkały się na środku placka. Następnie złóż na pół, jak książkę. Obróć o 90 stopni i rozwałkuj prostokąt - od grubości placka zależeć będzie wielkość i ilość naszych bułeczek. /szczegółowa instrukcja obrazkowa
tutaj/

Wytnij paski o grubości 1,2 cm (ślimaki) lub w trójkąty równoramienne (rogale). Paski zwiń, by powstały ślimaczki, trójkąty zaś w rogaliki. Ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstaw w ciepłe miejsce na 40-60 minut.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Piecz przez 20 minut lub do chwili, aż bułeczki nabiorą złotobrązowego koloru.

Smacznego!

Tort bezowo-czekoladowy

Wczoraj A. miał urodziny. Nie wiem, czy bardziej dołują mnie własne urodziny, czy jego (bo u niego ciągle jest ta 2 z przodu... a u mnie już nie... ). Pomijając jednak nastroje z tym związane postanowiłam zrobić mu coś specjalnego i padło na przepis z książki Desserts by Pierre Herme. Angielska nazwa tego tortu to autumn meringue cake, czyli idealnie pasuje też na tą porę roku.

Jak to w deserach tego słynnego francuskiego cukiernika bywa, półprodukty możemy przygotować sobie wcześniej. I tak: bezowe krążki można upiec nawet tydzień wcześniej i trzymać szczelnie zapakowane w suchym miejscu; sos czekoladowy możemy zrobić nawet 2 tygodnie wcześniej i trzymać w lodówce (lub 1 miesiąc w zamrażalce); polewę możemy przyrządzić 3 dni wcześniej, trzymać w lodówce, a przed rozsmarowaniem podgrzać w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce.

Co najbardziej wyróżnia ten tort to beza! Ta beza jest inna niż wszystkie, jakie do tej pory piekłam, niejednolicie biała, ale co najważniejsze: dosłownie rozpuszcza się w ustach. Całość w połączeniu z czekoladową masą przywodzi na myśl cukierki Maltesers - rozpływająca się w ustach beza otoczona czekoladą.

TORT BEZOWO-CZEKOLADOWY
średnica 20-23cm

krążki bezowe
4 duże białka
1 szklanka (200g) cukru
3/4 łyżeczki ekstraktu z wanilii
sos czekoladowy
65g gorzkiej czekolady
1/2 szklanki wody
1/4 szklanki śmietany lub creme fraiche
2 i 1/2 łyżki cukru
mus/krem czekoladowy
250g gorzkiej czekolady
170g miękkiego masła
4 jajka

3 łyżki (60ml) przygotowanego sosu czekoladowego, o temperaturze pokojowej
1 łyżka cukru
polewa
1/3 szklanki śmietany
100g gorzkiej czekolady, posiekanej
55g masła, pokrojonego na kawałki
7 łyżek (100ml) przygotowanego sosu czekoladowego, o temperaturze pokojowej


krążki bezowe
W dużej, czystej misce ubij białka. Gdy zacznie się formować piana dodaj połowę cukru, i ciągle ubijaj na wysokiej prędkości, aż białka utworzą błyszczącą, sztywną pianę. Dodaj wanilię i poubijaj jeszcze przez chwilę. Na koniec, za pomocą gumowej szpatułki wmieszaj pozostały cukier (zrób to szybko, ale delikatnie, tak by białka nie opadły).

Piekarnik rozgrzej do 120 stopni. 2 blachy wyłóż papierem do pieczenia, narysuj 3 kółka o średnicy 20-23 cm, papier obróć na drugą stronę (kółka powinno być widać, papier jednak obracamy, by długopis/ołówek nie zmieszał się z białkami). Za pomocą rękawa cukierniczego i tylki (1,25 cm) wyciśnij 3 kółka (ja po prostu rozłożyłam białka łyżką, a żeby uzyskać równe koła użyłam pierścienia do tortów jako wzoru, można też użyć obręczy z tortownicy).

Blachy umieść w piekarniku (jeden poziom poniżej oraz 1 poziom powyżej środka), w drzwiczki włóż drewnianą łyżkę, aby nieco je rozszczelnić i w ten sposób piecz przez 1,5-2 godziny, aż bezy będą gotowe i uzyskają lekko karmelowe zabarwienie. W czasie pieczenia kilkakrotnie zamień blachy miejscami. Po wyłączeniu piekarnika pozostaw bezy w środku na 8 godzin (całą noc) by dobrze wyschły (przy zamkniętych drzwiczkach).

sos czekoladowy
Wszystkie składniki umieść w rondelku o grubym dnie i doprowadź do wrzenia. Gotuj na małym ogniu przez 10-15 minut, aż sos zgęstnieje (nieznacznie, ale jednak). Odstaw do ostygnięcia.

mus/krem czekoladowy
Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Odstaw by lekko przestygła (do 40 stopni). Masło utrzyj na puszystą masę. Dodaj czekoladę (w 3 partiach) kontynuując ucieranie. Białka oddziel od żółtek. Żółtka ubij z sosem czekoladowym, dodaj do masy maślano-czekoladowej, dokładnie wymieszaj (także za pomocą miksera). Białka ubij z cukrem, a następnie delikatnie wmieszaj do masy czekoladowej. /ja rozpuściłam tylko 200g czekolady i tyle dodałam do masy, pozostałe 50g starłam na drobnej tarce i w tej postaci na samym końcu wmieszałam do kremu: powstał krem czekoladowy z wiórkami czekoladowymi/

Ten tort składamy jak każdy inny: krążek bezowy na spód, 2/5 musu czekoladowego, krążek bezowy, 2/5 musu czekoladowego, krążek bezowy, 1/5 musu czekoladowego na wierzch. Całość dobrze zabezpieczamy folią spożywczą (zarówno beza, jak i mus dobrze chłoną zapachy z lodówki, tort należy więc dobrze zabezpieczyć) i wstawiamy do lodówki na 1-2 godziny. W tym czasie przygotowujemy polewę.

polewa
Śmietanę umieść w rondelku, doprowadź do wrzenia. Zdejmij z ognia, dodaj czekoladę, mieszaj aż całkowicie się rozpuści. Następnie dodaj masło i sos czekoladowy, zamieszaj (jeśli polewa ostygła i masło się nie rozpuszcza, lekko ją podgrzej). Polewy najlepiej używać, gdy nie ostygła zupełnie (i ma około 35 stopni). Jeśli zbytnio ostygnie i będzie za gęsta, podgrzej ją nieznacznie.

Wyciągnij tort z lodówki, wierzch i boki posmaruj polewą, podawaj od razu lub wstaw ponownie do lodówki. Całość można także udekorować wiórkami czekoladowymi.

Krążki bezowe przyrządzane i pieczone w ten sposób na pewno na stałe wejdą do naszego menu. Już je widzę oczyma wyobraźni przełożone bitą śmietaną i truskawkami :). Jeśli chodzi o krem, jest on bardzo gęsty, nawet gęstszy niż typowy krem tortowy. Ma to swój urok, jeśli jednak chcecie uzyskać konsystencję, która będzie bardziej przypominała mus czekoladowy, zastąpcie masło ubitą śmietanką.

Ostatnia uwaga: książka radzi by tort wyciągnąć z lodówki na 1 godzinę przed podaniem, nam jednak o wiele bardziej smakował na zimno, tuż po wyjęciu z lodówki. Tort można przechowywać w lodówce 3-4 dni, jeśli się jakiś kawałek uchowa :).

Smacznego!

Ciabatta dla początkujących

Baardzo, ale to baardzo lubię ciabattę oraz inne pieczywo o wysokiej hydracji i wielkich dziurach. Ale okropnie wręcz nie lubię ich robić :). Praca z luźnym, kleistym ciastem to dla mnie droga przez mękę. Dziś przedstawiam Wam ciabattę dla początkujących, tzn. taką, którą wyrabia się nawet znośnie. Przepis zaczerpnęłam z książki Jeffrey'a Alforda i Naomi Duguid Home Baking i jest to ich wariacja na temat ciabatty opisanej przez Carola Fielda w książce The Italian Baker. Trochę więcej tu mleka, mniej drożdży oraz poolish zamiast tradycyjnej włoskiej bigi. Warto wypróbować.

CIABATTA
4 chlebki

zaczyn (poolish)
1/8 łyżeczki suszonych drożdży
1 szklanka (225ml) wody
1 szklanka (140g) mąki pszennej lub mąki pszennej chlebowej
ciasto właściwe
1 szklanka (225ml) mleka
1/2 szklanki (115ml) gorącej wody
1/2 łyżeczki suszonych drożdży
750-800g maki pszennej lub mąki pszennej chlebowej
1 łyżka soli
1 łyżka oliwy z oliwek

zaczyn
Drożdże rozpuść w wodzie, dodaj mąkę, wymieszaj. Szczelnie przykryj i odstaw na 12 godzin w temperaturze pokojowej.

ciasto właściwe
Zmieszaj mleko z gorącą wodą, dodaj drożdże, wymieszaj. Dodaj zaczyn i 1/3 mąki, wymieszaj, aż uzyskasz gładkie, płynne ciasto. Dodaj oliwę, sól oraz kolejną 1/3 mąki. Wymieszaj. Pozostałą mąką posyp ciasto w misce oraz blat kuchenny. Przełóż ciasto na blat i wyrabiaj przez około 6 minut. Ciasto będzie kleiło się do rąk, postaraj się jednak nie dodawać zbyt dużo mąki. Gotowe ciasto powinno być bardzo miękkie, gładkie i wilgotne.

Miskę wysmaruj oliwą z oliwek, przełóż do niej zagniecione ciasto, przykryj folią spożywczą i odstaw na 3-4 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Przełóż ciasto na blat, luźno przykryj, pozostaw na kilka minut, po czym podziel na 4 części. Każdą część po kolei rozpłaszcz w prostokąt, a następnie zwiń (jak roladę), przełóż na omączony papier do pieczenia sklejeniem w dół i ponownie rozpłaszcz w prostokąt, obróć sklejenim do góry i ponaciskaj palcami (ciasto nie powinno po tym zbytnio wyrosnąć). Całość przykryj ponownie luźno folią i odstaw na 1,5-2 godziny do wyrośnięcia.

Piekarnik (z kamieniem lub blachą) rozgrzej do 220 stopni. Piecz z parą po 2 chlebki na raz przez 20 minut. Ciabatty powinny być złoto-brązowe. Ostudź na kratce.

Jak widać zrobiłam z całego przepisu co się rzadko zdarza :). Dzięki naprawdę niewielkiej ilości drożdży oraz dodatkowi mleka ta ciabatta była zjadliwa i dnia następnego.

I choć dziury mogłyby być większe, to taka wersja pasuje doskonale do wszelkiego rodzaju grzanek, bruschett, zapiekanek itp. Ja zrobiłam grzanki z masłem czosnkowo-tymiankowym i podałam do zupy z pieczonych marchewek.

ZUPA Z PIECZONYCH MARCHEWEK
2 porcje

4 duże marchewki (400-500g)
500ml bulionu drobiowego
2 łyżki oliwy
sól, pieprz
dowolne zioła do smaku - użyłam świeżego lubczyku
szczypta chilli w proszku

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni.


Marchewki obierz i rozłóż na blasze do pieczenia, skrop 2 łyżkami oliwy, zamieszaj, aby dokładanie pokryła marchewki. Piecz około 45 minut, aż warzywa lekko się przypieką i puszczą sok. Zmiksuj z bulionem, przelej do garnka i podgrzej, doprawiając solą, pieprzem, ziołami i chilli. Jeśli zupa jest zbyt gęsta dodaj bulionu lub wody do pożądanej konsystencji.

Smacznego!

O Leninie w Poroninie. Bliny.

Lata mojego bukowiańskiego dzieciństwa to również początki Muzeum Lenina w Poroninie. Do legendowych postaci zakopiańskich zaliczyć wypada nie tylko Sabałę, Chałubińskiego, księdza Stolarczyka, starego Witkiewicza itd., ale również przedstawicieli następnych pokoleń, na przykład Józefa Piłsudskiego, Włodzimierza Lenina, Eugeniusza Zrosta. Krążą o nich klechdy, których niepodobna dzisiaj zweryfikować, ale przecież warto je zanotować jako odbicie ówczesnych nastrojów. (...)
Teraz o tow. Zroście. Zjawił się pod Tatrami tuż po wojnie (...). Był aktywistą ZWM i PPR, mianowanym dyrektorem Muzeum Lenina w organizacji. Stanowisko to wymagało odwagi i tę należy tow. Zrostowi bezwzględnie przyznać. Szukając leninowskich śladów i kładąc podwaliny muzeum, ryzykował życiem. (...) Tow. Zrost miał żelazne zdrowie, wolę działania, poczucie walki o słuszną sprawę, otwarte konto w banku i przysłane z Moskwy fotokopie dokumentów z pobytu Lenina na Podhalu, które miały ułatwić poszukiwania.
Lecz tow. Zrost nie mógł z nich skorzystać, albowiem języka rosyjskiego nie posiadał. (...) Z całej fury fotokopii mógł więc tow. Zrost przeczytać o własnych siłach jedynie adresy na kopertach: Sehr geehrter Herr Vladimir Uljanov, Poronin, Galizien. Wysnuł z tego wniosek, że Lenin mieszkał w Poroninie; nie wpadło mu do głowy, że poroniańska poczta obsługiwała również sąsiednie wsie. (...)
Więc tow. Zrost szukał w Poroninie. A kto ma otwarte konto w banku i zapał rewolucyjny w sercu, ten znajdzie, czego szuka, zwłaszcza gdy sprzyjają mu geopolityczne realia. (...) Kułakiem poronińskim mianowano Pawła Guta Mostowego. Jeszcze tego samego wieczora gazda Gut wiedział, jaką rolę wyznaczyła mu władza ludowa. Postanowił uprzedzić atak; złożył wizytę tow. Zrostowi, by poinformować, że poszukiwany Lenin mieszkał u niego w pensjonacie. I tak w ostatniej chwili uniknięto skandalu, gazda Gut został przemianowany z kułaka na bezpartyjnego towarzysza, jego karczmę wykupiono za ciężkie pieniądze, wykupiono też sąsiednie parcele, chałupy stojące na nich rozebrano; w tej sposób za przyczyną budowy muzeum odszedł z tego świata jedyny leninowski autentyk w Poroninie - stara poczta, dokąd pan Uljanow jeździł rowerem po gazety i listy. Budowa muzeum nabrała tempa, wkrótce nastąpiło uroczyste otwarcie, towarzysze radzieccy ofiarowali pomnik, ruszyła lawina: wiersze, artykuły, filmy, audycje, cała Polska wie po dziś dzień: Lenin w Poroninie, Lenin w Poroninie. Mówimy Poronin, myślimy Lenin. (...)
A skoro okazało się, że Lenin mieszkał w Białym Dunajcu, nie w Poroninie - zrobiło się dziwnie.

Antoni Kroh Sklep Potrzeb Kulturalnych

BLINY
35-40 sztuk

100g mąki gryczanej
100g mąki pszennej
7g suszonych drożdży - użyłam drożdży świeżych (kulka wielkości orzecha laskowego), jeśli używasz suszonych dodaj mniej, 7g to za dużo
1 łyżka cukru
1/2 łyżeczki soli
300ml ciepłego mleka
2 jajka
50g roztopionego masła do smażenia

Zmieszaj oba rodzaje mąki z cukrem i solą. Drożdże rozpuść w wodzie, dodaj do mąki. Żółtka oddziel od białek. Wmieszaj stopniowo mleko i żółtka do pozostałych składników (za pomocą miksera) do uzyskania gładkiej masy. Białka ubij do uzyskania sztywnej piany, a następnie delikatnie wmieszaj do ciasta. Przykryj i odstaw do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na 1 godzinę. Ciasto na bliny ma być gęstsze niż na naleśniki.

Na dużej patelni rozgrzej na średnim ogniu niewielką ilość roztopionego masła. Wlewaj na patelnię ciasto w czterech porcjach po około 1,5-2 łyżki. Smaż bliny przez 45 sekund z jednej strony, delikatnie odwracaj i smaż przez kolejne 30 sekund. Po usmażeniu trzymaj w cieple. Smaż pozostałe bliny w ten sam sposób, po każdej partii smarując patelnię roztopionym masłem.

Podawaj z kwaśną śmietaną, kawiorem lub wędzonym łososiem. Lub z innymi dodatkami. Albo na słodko. Czy też zupełnie inaczej.

Przepis zaczerpnęłam z książki 90 lat KitchenAid - wielka księga przepisów. Bliny są bardzo puszyste, najlepsze jakie jadłam do tej pory. Z tej książki zrobiłam też chałkę z prawdziwą wanilią i kardamonowo-cynamonowe bułeczki Flachswickel, nie udało się ich niestety sfotografować :). I choć z reguły sceptycznie podchodzę do przepisów dołączonych do sprzętu AGD, ta pozycja jest naprawdę świetna.

Idąc ulicami Krakowa zastanawiam się często, jaki jest powód tak wielkiej popularności kuchni włoskiej w Polsce. Nie mówię, że to źle, kuchnia włoska to kuchnia wspaniała, czego niestety nie można powiedzieć o większości włoskich restauracji w naszych miastach. Ale jest przecież tyle innych smaków, np. smaki naszych sąsiadów, które nie są popularne, a przecież fascynujące. Tak właśnie myślę o Rosji, Rosjanach i kuchni rosyjskiej: FASCYNUJĄCE. I na pewno warte poznania.

A książki, której fragment Wam dzisiaj przytoczyłam, nie będę recenzować, ponieważ gusta literackie są różne. Napiszę tylko, że mi się bardzo podobała, nie tylko dlatego, że obecnie mieszkam na Podhalu. To książka nie tylko dla górali. To książka pokazująca góralszczyznę oczami małego chłopca, który przyjechał w tej rejony z Warszawy. Pełno tu więc kontrastów i naprawdę zabawnych historii. To także książka znakomitego etnografa, znajdziemy więc w niej także trochę informacji o kulturze i historii tej części Polski. To książka bardzo ciekawa, polecam więc ciekawskim. Swoją drogą czy wszyscy wiedzieliście, że Lenin nigdy nie mieszkał w Poroninie? :). A jeśli chcecie się dowiedzieć czym w Bukowinie był tytułowy Sklep Potrzeb Kulturalnych, książkę musicie przeczytać sami.

Kto mnie zna wie, że książki pochłaniam w ilościach ogromnych. Kupuję je wręcz hurtowo. Nie powiem, że czytam wszystko, jestem raczej wybredna. Lubię tylko prozę. Ciężko dać mi książkę w prezencie, ponieważ z reguły omijam to, co na listach bestsellereów. Obecnie czytam najnowszą pozycję Antoniego Kroh Starorzecza. Być może coś z niej też Wam kiedyś zacytuję.

Smacznego!

A jutro...

Jakiś czas temu (nie tak dawno, dawno) z okazji, o której wolałabym nie mówić, dostałam od swojej rodziny Kitchen Aida w kolorze, który pojawi się w mojej nowej (nareszcie już zamówionej!) kuchni. Nie do końca się jeszcze dobrze rozumiemy, poznajemy się :). Ale.. ale do miksera dołączona była książka: 90 lat KitchenAid, do której początkowo podeszłam sceptycznie. Zrobiłam z niej jednak już 3 potrawy i wszystkie wyszły wspaniale. Jutro jedną z nich Wam zaprezentuję. Napiszę Wam też o innej książce, wyjątkowo niekulinarnej.



Pozdrawiam! :)
Blog Widget by LinkWithin