Mamy w swoim weekendowo-podróżniczym zwyczaju płacić dużo za hotel (jeździmy jednak odpoczywać, a odpoczywać lubimy ładnie), a później niesamowicie niezdrowo i tanio odżywiać się na miejscu. I tak poza hotelowym śniadaniem w naszym drezdeńskim menu królowały: wszelkiego rodzaju niemieckie słodycze i przekąski niedostępne w Polsce, kebaby, fast foody i... wursty. Biały wurst to jednak nie jest to co Iv. lubi najbardziej, powiedzmy więc, że dominowały one w wyżywieniu A. Dwie wurstpotrawy rozbawiły mnie jednak niesamowicie: wurstsalat (w barze monachijskiego Paulanera) oraz Die Original VW Currywurst (dodatkowo z VW Ketchup, w szklanej fabryce Volkswagena) - że nie zamówiliśmy tej drugiej będę chyba żałować do końca życia (nie wiem jak wy, ale ja wyobrażam sobie kiełbaskę ze znaczkami VW :). I właściwie tyle mogę napisać o drezdeńskiej kuchni :).
Drezno
Autor:
Iv
on wtorek, kwietnia 6
Etykiety:
miejsca
W tym roku postanowiliśmy ominąć rodzinne, nieco przytłaczające święta i wyjechać na kilka dni. Nie chciałam by podróż z Krakowa trwała więcej niż kilka godzin, zastanawialiśmy się więc nad trzema miastami: Bratysławą, Wiedniem i Dreznem. Wybór padł na Drezno :). Jego niezaprzeczalnym atutem jest dojazd - od początku do końca autostradą i tylko 5-6 godzin. Z logistycznego punktu widzenia wybraliśmy bardzo dobrze oszczędzając sobie poniedziałkowego powrotu zakopianką :). A. Niemcy uwielbia i wielokrotnie podkreśla, że mógłby tam mieszkać, Drezno przypadło mu więc do gustu. Miasto jest piękne, aczkolwiek w moim odczuciu nieco małe :). Za to cudownie zielone i Helga na pewno byłaby tam szczęśliwa.
1 komentarze:
Zazdroszczę!
Kiełbaska ze znaczkami volskwagena - to dopiero burżuazja! :]
przedostatnie zdjęcie jest prze-cu-dow-ne!!
Prześlij komentarz