Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty

Na ostatnią chwilę: zupa dyniowa z wanilią

Tegoroczny Festiwal Dyni, chociaż wydłużony, nie miał za bardzo szansy na duży udział z mojej strony. Przepisów wyszperanych mam mnóstwo, ale tak naprawdę dopiero wczoraj kupiłam dynię (zdobyłam też piżmową, która leży i czeka). Dziś, na ostatnią chwilę, zrobiłam ektremalnie prostą i szybką zupę, aby chociaż tym jednym daniem pojawić się u Bei: jak rok wczęsniej i dwa lata wcześniej (i tyle, dla mnie ten rok jest trzeci :). Nie lubię dyni na słodko, ale  ta zupa wbrew pozorom słodka nie jest. Może i mało ambitnie, ale polecam, powinna smakować też dzieciom.
 
DYNIOWA ZUPA WANILIOWA
2 porcje

750g dyni
2 łyżki oliwy z oliwek
1 szalotka
ok. 500ml wody lub bulionu warzywnego
1/2 laski wanili
2 łyżeczki cukru
sól, pieprz
śmietanka 30%

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Obierz i oczyść dynię, pokrój ją w plasterki, skrop łyżką oliwy z oliwek, a następnie piecz w piekarniku przez 25-40 minut, aż dynia będzie miękka. Z upieczonej dyni ściągnij skórkę i pokrój ją w kostkę.
 
Szalotkę drobno posiekaj i zeszklij na pozostałej oliwie w małym garnku. Dodaj dynię, całość zalej wodą lub bulionem, tak by płyn przykrył warzywo. Dodaj nasionka oraz łupinkę z 1/2 wanilii. Gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez 5-10 minut. Wyciągnij łupinkę, całość zmiksuj, następnie dodaj cukier oraz sól i pieprz do smaku.
 
Podawaj ze ubitą śmietanką (u mnie bez cukru).

Smacznego!

Ps. Dodatkowo dziś zupełnie nie szło mi gotowanie. Właśnie włożyłam do lodówki ciasto, którego płynna konsystencja nie ma szans zamienić się w krem (ale łudzę się :) .Trzeba będzie zrobić jutro szybką szarlotkę, dobrze że kupiłam jabłka :). Alu nastawiłam zaczyn na szwajcarki. Z nadzieją, że jutro jednak będzie lepiej mi szło.

Karmelizowane ciasto francuskie. Kremówka 2.

Tak to już chyba jest, że rzeczy które piekę najczęściej nie udaje się sfotografować, więc i  nie umieszczam ich na blogu. Ten sam los spotkał kremówkę, która jest obecnie jedyną obowiązującą wersją kremówki i jeszcze długo nią pozostanie. Zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy kupiłam książkę Pastry Pierre'a Herme (niestety obecnie mam do tej książki nieco więcej zastrzeżeń niż na początku) i postanowiłam zrobić Mille-Feuille. Niestety nie wyszedł mi krem. A że miałam już przygotowane ciasto francuskie skarmelizowałam je jak w oryginalnym przepisie i dodałam krem kremówkowy wyszperany kiedyś u Liski (zawsze się udaje). I tak, choć nieco później znów podjęłam nieudaną próbę zrobienia Mille-Feuille z przepisu Pierre'a, pozostałam przy kremówce, którą Wam bardzo gorąco polecam. Przygotowuje ją bardzo, bardzo często, właściwie to tylko taka nieco podkręcona klasyka, nie powinna więc zrazić żadnego miłośnika tego wypieku. I właśnie taką kremówką zakończyłam w tym roku sezon grillowy.

KREMÓWKA 2
blacha 20x30 lub nieco większa 
 
masa maślana
250g masła o temperaturze pokojowej
100g mąki pszennej
ciasto
100g wody
1/2 łyżeczki octu z białego wina
1 łyżeczka soli
235g mąki pszennej
75g masła, roztopionego i ostudzonego
50g cukru
30g cukru pudru
krem budyniowy 
1 litr mleka
120g mąki
5 żółtek

200-225g cukru
nasiona z 1 laski wanilii
dodatkowo: cukier puder po posypania

masa maślana
250g masła utrzyj do puszystej konsystencji, dodaj 100g mąki, zagnieć, uformuj  płaski prostokąt, zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na 1 godzinę.
 
ciasto
W misce wymieszaj wodę, ocet i sól. Dodaj roztopione masło, a następnie mąkę. Zagnieć gładkie ciasto, owiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na 1 godzinę.
 
Ciasto wyciągnij z lodówki, oprósz mąką i rozwałkuj w prostokąt dwa razy większy niż ten z masy maślanej (o grubości mniej więcej 1 cm). Masę maślaną połóż na środku rozwałkowanego ciasta. Złóż boki ciasta ponad masłem, formując kopertę. Delikatnie rozwałkuj w długi prostokąt. Rozwałkowane ciasto złóż: jeden bok przełóż do połowy, następnie dołącz do niego drugi bok, a całość złóż jeszcze raz na pół (jakbyś zamykał/a książkę). Całość owiń folią spożywczą i wstaw do lodówki na 1 godzinę. Całość powtórz jeszcze 2 razy. Po ostatnim złożeniu (i odczekaniu od 30 minut do 24 godzin) ciasto przekrój na pół i rozwałkuj w 2 prostokąty, większe co najmniej o 1,5cm z każdej strony niż blaszka, w której później ułożysz kremówkę.
 
Piekarnik rozgrzej do 150 stopni z termoobiegiem (bez grzałki górnej) lub do 180 stopni (tradycyjne pieczenie).
 
Prostokąty ciasta ułóż na 2 blachach wyłożonych pergaminem. Oba ponakłuwaj lekko widelcem, posyp cukrem i wstaw do piekarnika na około 40 minut. /Jeśli pieczesz tradycyjnie z włączoną grzałką dolną i górną musisz ciasto zamienić kilka razy miejscami, aby oba kawałki równomiernie zarumieniły się. Przy termoobiegu nie jest to konieczne./
 
Upieczone ciasto wyciągnij z piekarnika. Zwiększ temperaturę do 230 stopni, upewnij się, że grzałka górna grzeje. 

Oba kawałki ciasta odwróć "do góry nogami" na czysty pergamin i ponownie połóż na blachach do pieczenia. Jeden kawałek oprósz dokładnie połową cukru pudru. Wstaw do piekarnika na drugi poziom od góry (lub pod samą grzałkę, zależy od pieca). Piecz przez 5-7 minut, aż cukier skarmelizuje się - trzeba bardzo mocno pilnować, aby karmel się nie przypalił. Ciasto zawsze przypali się nieco po bokach, ale one są i tak do odcięcia. Należy jednak wyciągnąć ciasto od razu z piekarnika jeśli cukier zaczyna przypalać się głębiej. 
Wyciągnij pierwszy i tą samą metoda upiecz drugi fragment ciasta.
 
krem budyniowy 
2 szklanki zimnego mleka rozmieszaj z mąką i żółtkami. Pozostałe mleko zagotuj z cukrem i wanilią (wraz z łupinkami), a następnie przelej przez sito. Ponownie podstaw na ogniu i do wrzącego mleka wlej to zimną mieszankę z mąką. Mieszając ugotuj budyń. Przestudź całkowicie.

Ciasto dotnij do przygotowanej formy, ułóż jeden kawałek na dnie karmelizowaną stroną do góry, następnie przełóż kremem. Na wierzchu połóż drugi kawałek ciasta, karmelizowaną stroną w dół. Całość szczelnie przykryj, odstaw w chłodne miejsce.

Przed podaniem posyp cukrem pudrem.

Przy tego typu cieście francuskim nie ma o wiele więcej pracy, należy jednak bardzo uważać, aby karmel nie spalił się - konieczne jest więc stanie przy szybie piekarnika :). Mi osobiście odpowiada też pieczenie w niższej temperaturze, jak tutaj. W każdym razie polecam. Do Pierre'a może jeszcze wrócę, zdjęcia w książce są piękne, szkoda tylko, że nie wszystko się udaje. A może to umiejętności mi brak? ;)

Smacznego!

Nowa książka Pierre'a Herme, więc jeśli nie sernik to co?

Pisałam Wam ostatnio, że spodziewam się dostawy z Amazona (wielki Amazon lada chwila wkroczy na rynek Polski, ciekawe jak wyglądać będą wtedy ceny w złotych polskich). Najbardziej wyczekiwałam na nową książkę z przepisami Pierre'a Herme Pastry. I mam! Od czego innego mogłabym zacząć jeśli nie od sernika? :)

Jest więc sernik. Według autora jest to sernik, który łączy sobie tradycje wszystkich serników świata :). Mamy tu więc i coś europejskiego, i coś nowojorskiego, i jeszcze więcej. Według Iwony mamy tu naprawdę dobry sernik, bardzo kremowy i puszysty (A. mówi, że smakuje jak lody sernikowe, a nie jak sernik, ale ja jakoś nie rozumiem tego porównania, bo jakże to ciepłe lody?). To chyba najbardziej kremowy sernik jaki upiekłam, choć przyznam, że nie ścinał mi się zupełnie w 90 stopniach, pod koniec pieczenia podwyższyłam więc nieco temperaturę (ale pewnie to kwestia piekarnika). No i dodałam trochę wanilii. I mniej cukru jak zwykle. Ale myślę, że zmian można dokonać dowolnych, traktując przepis jako bazę, z której można wyczarować naprawdę wiele.

Jeśli nie chce Wam się piec kruchego spodu, po to by skruszyć go potem blenderem, możecie użyć ciasteczek Digestive (200g) lub innego, swojego ulubionego spodu do sernika.

SERNIK PIERRE'A
tortownica 24cm

słodkie ciasto maślane (do sernika będzie potrzebna tylko 1/3 porcji ciasta)
150g miękkiego masła
95g cukru pudru
30g mielonych migdałów
szczypta morskiej soli
ziarenka z 1/4 laski wanilii
1 duże jajko
250g mąki pszennej
spód
upieczona 1/3 porcji ciasta maślanego
100g masła, roztopionego - wg mnie za dużo, 60-70g wystarczy
masa serowa
1kg serka śmietankowego typu Philadelphia - u mnie Wieluń
300g cukru - u mnie 250g
2 duże żółtka
5 dużych jajek
70g śmietany 30% lub 18%
50g mąki pszennej
dodałam także nasionka z 3/4 laski wanilii
opcjonalnie do dekoracji: świeże owoce + skórka otarta z limonki + kolendra

słodkie ciasto maślane
Masło utrzyj na puszystą masę. Następnie ciągle ucierając kolejno dodawaj: cukier puder, mielone migdały, nasionka wanilii, sól, jajko, a na końcu mąkę. Szybko zagnieć, uformuj w kulę. Ciasto podziel na 3 części, każdą owiń folią spożywczą i włóż do lodówki na minimum 4 godziny (ciasto można przygotować dzień wcześniej, porcje których aktualnie nie potrzebujemy można umieścić od razu w zamrażarce, można też zrobić z nich po prostu ciasteczka lub upiec spód do tarty).

Piekarnik rozgrzej do 170 stopni. Blachę wyłóż pergaminem. Porcję ciasta rozwałkuj na grubość 2 mm, umieść na blasze i piecz przez 12 minut, aż lekko zabrązowi się. Wyciągnij z pieca, odstaw do ostygnięcia.

spód
Upieczone ciasto maślane pokrusz na kawałki następnie zmiel na proszek za pomocą blendera. Dodaj roztopione masło, wymieszaj. Masę umieść na dnie natłuszczonej tortownicy. Wstaw do lodówki na 1 godzinę.

Piekarnik rozgrzej do 150 stopni. Piecz spód przez 12 minut, po czym wyciągnij tortownicę z pieca i odstaw do ostygnięcia.

masa serowa (wszytskie składniki w temperaturze pokojowej)
Ser ucieraj z cukrem przez 2 minuty. Ciągle ucierając kolejno, pojedynczo dodawaj żółtka, a następnie całe jajka. Następnie wmieszaj śmietanę (ja dodałam także nasionka wanilii), a na końcu mąkę.

Przelej masę serową na ostudzony spód, wstaw do piekarnika nagrzanego do 150 stopni. Od razu zmniejsz temperaturę do 90 stopni i piecz przez 1 i 1/2 do 1 i 3/4 godziny (ja piekłam 2 godziny i 15 minut, przy czym ostatnie 20 minut zwiększyłam temperaturę do 110 stopni). Środek sernika powinien być ścięty i nie powinien się trząść.

Gotowy sernik wyciągnij z piekarnika, ostudź do temperatury pokojowej (mój sernik stygł cały czas w piekarniku), po czym wstaw do lodówki na całą noc.

Sernik podawaj (zalecenie Pierre'a) z kawałkami owoców, posypanymi skórką z limonki oraz listkami kolendry. Według mnie dobrze pasowałaby tu też polewa z białej czekolady (tak zrobię następnym razem).


A teraz kilka słów o książce, która przyszła do mnie w zeszłym tygodniu i którą razem z A. przestudiowaliśmy już wielokrotnie.

Przede wszystkim książka jest zupełnie inna od Desserts, gdzie przepisy opracowywała Dorie Greenspan. Tutaj z pomocą przełożenia przepisów cukiernika na potrzeby małych, domowych kuchni przyszła Coco Jobard. W rezultacie przepisy nie są już tak szczegółowe, opis przygotowania nie ciągnie się przez kilka stron, a każdy z 50 przedstawionych w książce deserów przedstawiony jest w wersji podstawowej (jak dzisiejszy sernik) oraz w wersji dla bardziej doświadczonych cukierników (sernik dla doświadczonych to połączenie masy serowej z pistacjami, białą czekoladą, wiśniami z wierzchem z musu serowo-pistacjowego...). Mamy więc 100 przepisów na 100 naprawdę różnych słodkości. To książka na lata, z którą mogą zacząć początkujący (no dobra: początkujący plus), by z czasem rozwinąć się w trudniejszym kierunku. Muszę przyznać, że ja na dzień dzisiejszy z kilkoma przepisami w książce bałabym się zmierzyć. a że lubię wyzwania i ciągle się rozwijam, za sam ten fakt polubiłam tą książkę. Dużym plusem jest umieszczenie wag i objętości także w naszym europejskim formacie i gdyby nie błędy, które pojawiły się przy przeliczeniach, można by oszczędzić sobie trochę czasu. Niestety te błędy obniżyły tak bardzo rating tej książki wśród klientów Amazona. W mojej opinii za bardzo, ponieważ akurat na tą pozycję warto wydać 110 złotych (22,75 £). W każdym razie jeśli kupicie/dostaniecie tą książkę posługujcie się raczej funtami i uncjami i sprawdzajcie podane przeliczenia.

Jeśli chodzi o inne przepisy, przy najbliższej (towarzyskiej) okazji zamierzam zrobić Tarte Infiniment Cafe (trudniejsza wersja ciasta Mocha), ponieważ jej zdjęcia w książce sprawia, że chętnie zjadłabym stronę :). A także piernik. Oraz, gdy pojawią się truskawki, chętnie wypróbuje wszystkie przepisy, w których ten owoc u Pierre'a się pojawia.


Smacznego!

Ps. A na dzień kobiet, swoją drogą mój ulubiony dzień w roku (sama nie wiem dlaczego), dostałam od A. (po wielotygodniowym marudzeniu) Smaki na 52 tygodnie Adama Gesslera. Będę więc kisiła barszcz. A wcześniej pojawi się tu szarlotka.

Panna Cotta i kilka newsów z ostatnich tygodni

Z wszystkich waszych propozycji niezwykle subiektywnie wybrałam to na co akurat miałam ochotę. Zaczynając od końca: zdecydowałam się na panna cottę z sosem śliwkowym, jak radziła Evitaa. Przyrządziłam klasyczną (im jestem starsza tym bardziej lubię smak śmietany), z nutą czekolady i sosem śliwkowym (chciałam dodać do niego śliwowicy, ale ktoś mi wypił podstępnie chyba, bo znaleźć nie mogę). Inspirowałam się przepisem Asi z Kwestii Smaku.

Zrobiłam też Sloppy Joe (nagroda pojedzie do zauberi), na które od dawna miałam ochotę. Przepis czeka w kolejce do opublikowania.

Jeśli chodzi o pieczywo chciałam upiec bułki kukiełki, które bardzo lubię (propozycja Katarynki), ale niestety nie znalazłam przepisu. Poszperam jeszcze. Może ktoś mi go podeśle?

Wszystkim wygranym gratuluje (odezwę się do Was mejlowo), pozostałych przepraszam, że akurat na ich propozycje nie miałam w danej chwili ochoty. A deser przedstawiam poniżej.


WANILIOWA PANNA COTTA Z SIEKANĄ CZEKOLADĄ I SOSEM ŚLIWKOWYM
6 porcji

panna cotta
3 łyżeczki żelatyny w proszku
1 laska wanilii lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
250 ml płynnej śmietanki 30%
250 ml pełnego mleka
80 g cukru
1 łyżka rumu
50g gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
sos śliwkowy
500g śliwek
kilka łyżek wody
2-3 łyżki brązowego cukru
1/4 łyżeczki cynamonu
ziarenka z małego kawałka wanilii

panna cotta
Żelatynę zalej 3 łyżkami zimnej wody i odstaw na 5 minut. Laskę wanilii przepołów wzdłuż na pół i wyskrob ziarenka.

Do rondelka wlej śmietankę i mleko, dodaj cukier, ziarenka wanilii i przepołowioną laskę lub ekstrakt z wanilii. Mieszając podgrzewaj, aż cukier się rozpuści, a płyn niemalże osiągnie temperaturę wrzenia. Zdejmij z ognia, przelej przez drobne sitko, po czym dodaj namoczoną żelatynę i mieszaj energicznie przez około minutę, aż cała żelatyna się rozpuści. Dodaj rum i odstaw do całkowitego wystudzenia.

Gdy całość ostygnie wrzuć drobno posiekaną czekoladę, wymieszaj, po czym wlej mieszankę do 6 foremek lub małych szklanek. Całość przykryj folią spożywczą i wstaw do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na całą noc.

sos śliwkowy
Śliwki wypestkuj, pokrój w grube plasterki, wrzuć do rondla. Dodaj kilka łyżek wody, cukier, cynamon i wanilię, wymieszaj. Gotuj przez kilka minut, aż owoce zmiękną i zaczną rozpadać się (konsystencja powinna dalej być mocno wodnista, nie gotuj długo, żeby nie zrobić dżemu ;). Całość przetrzyj przez sitko. Podawaj na ciepło lub zimno (sos także można przygotować dzień wcześniej).

Aby było jeszcze bardziej jesiennie całość można posypać karmelizowanymi orzechami włoskimi. Ja niestety zapomniałam kupić, a więc i nie skarmelizowałam.


A teraz kilka newsów dla znajomych i rodziny oraz innych zainteresowanych. Ostatnie tygodnie poza aklimatyzacją, ogromem pracy i nieustannym bieganiem za maluszkiem schodziły nam na niekończących się poprawkach i poprawkach po poprawkach. Naprawdę nie wiem czy jest w tym domu cokolwiek, co zostało zrobione dobrze i czego nie trzeba nieustannie poprawiać. Przechodzimy dramaty: wodny, okienny, pleśni, zaginionych w środku ściany peszli (wyobraźcie sobie to kucie :), przewierconych przewodów elektrycznych i wiele, wiele innych. Bardziej zrezygnowani i zniechęceni nie możemy już być. Stopniowo musi być więc coraz lepiej. Staram się zachować optymizm.

Poza tym miałam urodziny. 31. Obeszło się bez większej depresji. Nie to co rok temu. A. z tej okazji zafundował mi 3-dniowe wakacje w Kielcach (tak, tak, wiem jak to brzmi :). Nie było źle. Pierwszy raz od dawna byłam w kinie i chociaż entuzjastycznie oceniany film Woody Allena znudził mnie kompletnie, to i tak było fajnie. Kupiłam sobie spodnie, sweter i torebkę, poszłam na masaż, poczytałam. Odpoczęłam i stwierdziłam, że to stanowczo za krótko. Jadłam tam świetny deser (czekoladowe millefleur z musem czekoladowym i galaretką śliwkową), który mam nadzieję wkrótce zrobić i dla Was.

Poza tym byliśmy we Wrocławiu popatrzeć jak walczy Adamek. Tak jak i u pozostałych 40 tysięcy zgromadzonych na stadionie gdzieś tam tliła się w nas nadzieja. Pierwsze sekundy jednak rozwiały ją szybko. Wygrał niezaprzeczalnie lepszy. Po skończonej walce ludzie gwizdali. Było mi wstyd. Wyszliśmy. A potem czekaliśmy godzinę na autobus. Ten wyjazd czegoś mnie nauczył. Ale zatrzymam to dla siebie.

Więcej nie pamiętam, choć pewnie działo się coś jeszcze. Dużo pracujemy. Bardzo dużo pracujemy. Znaleźliśmy świetną opiekunkę do dziecka. Stwierdziliśmy, że póki co (póki długie co) jeden maluszek nam wystarczy, zwyciężył egoizm. Kupiłam piękny holenderski rower. I martwię się o psa, który w nowym domu jest bardzo nieszczęśliwy. Gdy przypomnę sobie coś jeszcze na pewno napiszę :). A w tą niedzielę możecie mnie i całą moją rodzinę spotkać na warszawskim Służewcu.

Smacznego!

Na zimę. Morele i nektarynki.

Wszystkie dzisiejsze przepisy pochodzą z książki Rachel Saunders The Blue Chair Jam Cookbook, czyli jedynej pozycji jaką posiadam w temacie przetworów. Dżemy morelowe udało mi się o dziwo usmażyć w pełni sezonu, choć z dwoma małymi porażkami :). Po pierwsze pod koniec smażenia pierwszego dżemu okazało się, że woda różana została w Krakowie. Dramat. Dodałam więc miodu kasztanowego. Nie jest źle, ale nie do końca to na co się nastawiałam, czyż nie? Z przepisu na dżem morelowy klasyczny (u mnie z wanilią) zrobiłam też wersję z kandyzowanym imbirem, niestety dzidziuś przeszkadzał mi bardzo swoją chęcią pomagania, musiałam odciągać go od kuchni i ten dżem przesmażyłam. Wyszła mi marmolada o konsystencji mordoklejki :). Człowiek uczy się na błędach. W tym wypadku jest to nauka: gdy masz małe dziecko zrezygnuj z resztek snu i smaż dżemy w środku nocy :).

Podoba mi się metoda Rachel z zaparzaczem do herbaty w celu dodania aromatu z pestek. Zastosowałam ją jednak tylko przy pierwszym dżemie, ponieważ mam tylko jedną sztukę takiego urządzenia, a wszystkie dżemy smażyłam niemal jednocześnie (podejrzewam, że możecie sobie wyobrazić moją kuchnię po tym wyczynie). Do pozostałych dżemów morelowych dodałam po prostu przeciśnięte przez praskę pestki i ta metoda jest także dobra, choć małe drobinki są wyczuwalne potem w produkcie gotowym. Metoda z zaparzaczem daje bardzo gładką konsystencję. Tak więc polecam.


Ostatni dżem jaki zrobiłam po prostu mnie zachwyca. I choć nektarynki można kupić właściwie przez cały rok, obecnie są one bardzo soczyste, miękkie i słodkie. Warto to wykorzystać. Szukajcie takich właśnie bardzo dojrzałych, słodkich owoców.


Do wszystkich dżemów dodałam połowę ilości cukru, jaką podaje Rachel. Poniżej proporcje z jakich ja smażyłam. Jeśli chcecie spróbować oryginału podwójcie ilość cukru.


DŻEM MORELOWY Z....

1 kg moreli

250g cukru

2 łyżki (30ml) soku z cytryny
kilka chlustów wody różanej
- u mnie miód kasztanowy do smaku

Dzień 1
Morele pokrój na ćwiartki, kilka pestek zachowaj. Kawałki owoców umieść w szklanej lub plastikowej misce, wymieszaj z cukrem i sokiem z cytryny. Folię spożywczą rozłóż bezpośrednio na owocach, a następnie szczelnie przykryj (pokrywką lub kolejną warstwą folii). Odstaw do lodówki na całą noc (moje morele stały około 30 godzin i im to nie zaszkodziło).

Dzień 2
Pestki moreli otwórz za pomocą dziadka do orzechów, środki wyciągnij i drobno posiekaj (aż uzyskasz 1 łyżkę). Posiekane nasiona umieść w stalowym, szczelnym zaparzaczu do herbaty i odstaw (jeśli nie posiadasz zaparzacza posiekane pestki dodatkowo przeciśnij przez praskę do czosnku).

Morele wyciągnij z lodówki i dokładnie wymieszaj, tak by cukier się rozpuścił w soku. Morele umieść w rondlu do smażenia, włóż przygotowany zaparzacz do herbaty lub wrzuć przeciśnięte przez praskę pestki. Następnie smaż dżem, często mieszając, na dużym ogniu przez 4 minuty. Po tym czasie zdejmij z ognia i zbierz pianę. Ponownie doprowadź do wrzenia, zmniejsz nieco ogień i smaż przez około 30 minut, aż dżem uzyska pożądaną konsystencję (przez ostatnie 10-15 minut często mieszaj by dżem nie przywierał do dna). Gotowy dżem zdejmij z ognia, wyciągnij zaparzacz, zbierz pianę. Do dżemu wlej odrobinę wody różanej, spróbuj, dodaj więcej wody do smaku (wodę różaną dodawaj w małych ilościach i w kilku partiach, aby nie przesadzić). Gotowy dżem przełóż do wyprażonych słoików. Zakręć, ustaw słoiki na zakrętkach lub spasteryzuj (np. metodą piekarnikową).

Mój dżem, jak już wiecie, z przyczyn technicznych jest z miodem, który także dodałam na końcu. Ale może ktoś z Was skusi się na oryginalną wersję i opisze mi smak. W tym roku już sobie odpuszczę, ale za rok na pewno podejmę kolejną próbę.


WARIACJA: DŻEM MORELOWY Z WODĄ RÓŻANĄ I KARDAMONEM. Do zaparzacza z pestkami dodaj 1 łyżeczkę lekko rozgniecionych strąków kardamonu.

DŻEM MORELOWY Z WANILIĄ

1,7kg moreli
500g cukru
3 łyżki (45ml) soku z cytryny

1/3 lub 1/2 laski wanilii


Dzień 1
Morele pokrój na ćwiartki, kilka pestek zachowaj. Kawałki owoców umieść w szklanej lub plastikowej misce, wymieszaj z cukrem i sokiem z cytryny. Folię spożywczą rozłóż bezpośrednio na owocach, a następnie szczelnie przykryj (pokrywką lub kolejną warstwą folii). Odstaw do lodówki na całą noc (moje morele stały około 30 godzin i im to nie zaszkodziło).

Dzień 2

Pestki moreli otwórz za pomocą dziadka do orzechów, środki wyciągnij i drobno posiekaj (aż uzyskasz 1 łyżkę). Posiekane nasiona umieść w stalowym, szczelnym zaparzaczu do herbaty, dodaj pokrojony kawałek wanilii i odstaw (jeśli nie posiadasz zaparzacza posiekane pestki dodatkowo przeciśnij przez praskę do czosnku, a nasiona z wanilii dodaj do owoców).

Morele wyciągnij z lodówki i dokładnie wymieszaj, tak by cukier się rozpuścił w soku. Połowę moreli umieść w rondlu do smażenia. Drugą połowę zmiażdż praską do ziemniaków, po czym dodaj do rondla, a następnie włóż przygotowany zaparzacz do herbaty lub wrzuć przeciśnięte przez praskę pestki i nasiona zekrobane z laski wanilii. Następnie smaż dżem, często mieszając, na dużym ogniu przez 4 minuty. Po tym czasie zdejmij z ognia i zbierz pianę. Ponownie doprowadź do wrzenia, zmniejsz nieco ogień i smaż przez około 30-40 minut, aż dżem uzyska pożądaną konsystencję (przez ostatnie 10-15 minut często mieszaj by dżem nie przywierał do dna). Gotowy dżem zdejmij z ognia, wyciągnij zaparzacz, zbierz pianę. Gotowy dżem przełóż do wyprażonych słoików. Zakręć, ustaw słoiki na zakrętkach lub spasteryzuj (np. metodą piekarnikową).

WARIACJA: DŻEM MORELOWY oraz DŻEM MORELOWY Z KANDYZOWANYM IMBIREM. Z tego przepisu można zrobić prosty dżem morelowy (bez wanilii) lub dżem morelowy z kandyzowanym imbirem (garść imbiru posiekaj i wrzuć do owoców na początku smażenia).

DŻEM NEKTARYNKOWY

2kg nektarynek

500g cukru

100-150ml soku z cytryny


Dzień 1 Każdą nektarynkę pokrój na 6 części. Umieść w szklanej lub plastikowej misce, zasyp cukrem i polej 100ml soku z cytryny. Nie mieszaj! Folię spożywczą rozłóż bezpośrednio na owocach, a następnie szczelnie przykryj (pokrywką lub kolejną warstwą folii). Odstaw do lodówki na 3-6 dni.

Dzień 3-6
Nektarynki wyciągnij z lodówki, powinny wypuścić bardzo dużo soku. Całość dokładnie wymieszaj, tak by cukier całkowicie się rozpuścił. Spróbuj płynu i jeśli to koniecznie dodaj więcej soku z cytryny (powinien być lekko wyczuwalny). Całość umieść w rondlu, doprowadź do wrzenia i smaż, często mieszając, na dużym ogniu przez 5 minut. Po tym czasie zdejmij z ognia i zbierz pianę. 2/3 mikstury zmiażdż praską do ziemniaków. Ponownie doprowadź do wrzenia, smaż przez około 30-40 minut na średnim ogniu, aż dżem uzyska pożądaną konsystencję. Za każdym razem, gdy dżem zacznie przywierać do dna, zmniejsz nieco siłę palnika. Gotowy dżem przełóż do wyprażonych słoików. Zakręć, ustaw słoiki na zakrętkach lub spasteryzuj (np. metodą piekarnikową).

WARIACJA: DŻEM NEKTARYNKOWY Z KANDYZOWANYM IMBIREM. Na początku smażenia dodaj nieco posiekanego kandyzowanego imbiru wraz z łyżką likieru imbirowego.

A teraz uciekam nad morze. Mam nadzieję, że gdy wrócę za tydzień na targu będą jeszcze jagody i maliny. Jak zwykle plany smażenia nie mieszczą się w rozkładzie dnia. Mam opóźnienia, ale i ambicję: jagodowy z miętą, jagodowy z bananem, powidła jagodowe oraz malinowa konfitura do herbaty i dżem malinowy z przepisu Pierre'a Herme do jego cynamonowych Linzer Cookies :).

Smacznego!

Jeden jedyny dżem z czereśniami

Niestety w tym roku podobnie jak z truskawkami nie zdążyłam się załapać na sezon czereśniowy i zrobić zbyt wielu dżemów. Zrobiłam więc bardzo mało, zdecydowanie za mało. Ale z drugiej strony poniższy dżem z czereśniami jest póki co najlepszym jaki udało mi się w tym roku usmażyć. Inspirowałam się przepisem Rachel Saunders (The Blue Chair Jam Cookbook), użyłam jednak Amaretto zamiast proponowanego przez nią połączenia olejku migdałowego i likieru Maraschino, a także nieco więcej wanilii. I oczywiście o wiele mniej cukru. Niestety pod koniec sezonu nie udało mi się już zdobyć żółtej odmiany czereśni, za rok na pewno powtórzę więc z różnymi rodzajami tego owocu. To dżem nieco rzadszy, ale oczywiście jeśli chcecie możecie smażyć go dłużej lub dodać nieco pektyny.

DŻEM Z CZEREŚNI I BRZOSKWIŃ Z AMARETTO

1kg brzoskwiń
1kg czereśni, najlepiej żółtych, wydrylowanych
400g cukru
sok wyciśnięty z dwóch cytryn
nasiona z 1/2 laski wanilii
50ml Amaretto

Brzoskwinie sparz, obierz i pokrój na kawałki różnych rozmiarów. Na patelnię lub do rondla wrzuć kawałki brzoskwiń wraz z sokiem, który wytrącił się podczas krojenia wraz z czereśniami, cukrem, wanilią i sokiem z cytryny. Gotując na dużym ogniu doprowadź do wrzenia, nieco (niewiele) zmniejsz siłę palnika i smaż, mieszając od czasu do czasu przez 25-30 minut. Przez ostatnie 10 minut mieszaj dżem nieco częściej, aby nie przywierał do dna. W miarę możliwości zbieraj i wyrzucaj sztywną pianę z powierzchni dżemu podczas smażenia. Gdy dżem osiągnie pożądaną konsystencję zdejmij go z ognia, wmieszaj Amaretto, po czym przełóż go do wyprażonych słoików. Zakręć, ustaw słoiki na zakrętkach lub spasteryzuj (np. metodą piekarnikową)

A w przyszłym tygodniu smażę korzenny dżem brzoskwiniowy i dżem z nektarynek. Niedługo też przetwory borówkowe i malinowe.

Smacznego!

Spóźnione dżemy truskawkowe

Niestety w szczycie sezonu truskawkowego maluszek nam zachorował. Nie udało mi się więc usmażyć wszystkich zaplanowanych dżemów truskawkowych. Tak naprawdę udało mi się bardzo niewiele. Głównie dla J., która męczy mnie okrutnie. My raczej dżemów nie jemy. W tym roku mam jednak w planach dość dużo przetworów. Na próbę. W najgorszym razie w zimie co tydzień będziemy jeść tartę z dżemem :). Dziś spóźniona próbka truskawkowa z tego roku.

Pierwszy przepis to prosty dżem truskawkowy z wanilią. Zainspirował mnie blog Sugarcraft. Moje dżemy są zawsze niskosłodzone, jeśli wolicie słodsze, dodajcie więcej cukru.

DŻEM TRUSKAWKOWY Z WANILIĄ

1600g truskawek
400g cukru

2 laski wanilii

sok wyciśnięty z 2 cytryn

15g pektyny

Umyte i obrane truskawki partiami umieszczaj w misce i miażdż za pomocą tłuczka do ziemniaków, aż uzyskasz grube pure (z ciągle widocznymi kawałkami owoców). W dużym rondlu o grubym dnie (lub innym naczyniu, którego używasz do smażenia konfitur) zmieszaj truskawki z cukrem, nasionami wydrążonymi z lasek wanilii (puste łodygi zachowaj) oraz sokiem z cytryn. Doprowadź do wrzenia i gotuj na dużym ogniu przez 10-15 minut. Pod koniec gotowania dodaj pektynę, smaż jeszcze przez chwilę, aż dżem uzyska pożądaną konsystencję. Gotowy, gorący dżem przełóż do wyprażonych słoików, do każdego słoika z dżemem włóż duży kawałek łupinki z wanilii. Słoiki zakręć, postaw na zakrętkach lub spasteryzuj.

Drugi dżem to przepis Polki, wypatrzony u Ali. To dżem dużo bardziej wytrawny, który zyskuje na smaku, gdy nieco poleżakuje (przyznam, że gdy próbowałam zaraz po usmażeniu nie bardzo mi smakował, ale po 2 dniach był już rewelacyjny! :).

DŻEM TRUSKAWKOWY Z WANILIĄ I WÓDKĄ

200 lekkiego brązowego cukru

ziarenka wyskrobane z jednej dużej i świeżej laski wanilii

skórka otarta z dwóch cytryn

800g dojrzałych truskawek

sok wyciśnięty z dwóch cytryn

1 łyżka octu balsamicznego Aceto di Modena

4 łyżki wódki


Truskawki zasyp połową cukru, dodaj ziarenka wanilii, skórkę z cytryny i odstaw na 3 godziny.

Z reszty cukru przygotuj karmel (100g cukru+50g wody, 10-15 minut na małym ogniu), wciśnij do niego sok z cytryny, wymieszaj i dodaj owoce wraz z całym sokiem. Powoli doprowadź dżem do wrzenia i smaż na dużej mocy palnika przez 15 minut. Pod koniec gotowania dodaj alkohol i ocet balsamiczny. Gdy dżem osiągnie pożądaną konsystencję przełóż go do wyprażonych słoików. Zakręć, ustaw słoiki na zakrętkach lub spasteryzuj.

Wszystkie dżemy, dzięki Bei, pasteryzuje metodą piekarnikową. Polecam ją bardzo gorąco, sprawdza się, nie wywołuje poparzeń, jest prosta i uda się każdemu. W skrócie: umyte słoiki wkładam do zimnego piekarnika, który rozgrzewam do 120 stopni i tak zostawiłam na 15 minut. Następnie do gorących słoików przekładam gorący dżem, z powrotem wsadzam w piekarnik i w tej samej temperaturze piekę 20 minut. Na końcu drzwiczki piekarnika uchylam i pozwalam dżemom wystygnąć w środku. Potem do spiżarki i gotowe.

Smacznego!

WC reaktywacja i waniliowy sernik Oreo

Weekendowa Cukiernia Polki właśnie się reaktywowała z nową szatą graficzną i nową nazwą :). Przyznaje, że rzadko brałam w niej udział, na odpuszczenie win zaczynam więc nową odsłonę bez mrugnięcia okiem. Kwietniowej edycji gospodarzy Moniazo, która zaproponowała kilka serników. Wybrałam ten z Oreo. Lubię te ciastka, choć wydają mi się nieco za słodkie. Sernik jednak nie jest zbyt słodki, bo właśnie tą masę oreową pomija :). Zmieniłam nieco proporcje do tortownicy 26cm. Poniżej przepis z moimi zmianami. Oryginał warto podejrzeć także u Dorotus.

WANILIOWY SERNIK OREO
tortownica 26cm

spód
250g ciastek Oreo
70g masła, roztopionego
masa serowa
1 kg twarogu (zmielonego przynajmniej dwukrotnie) lub twarogu śmietankowego
1 szklanka (250 ml) creme fraiche - zawsze, gdy przepis na sernik podaje ten składnik używam po prostu śmietany 18%
5 dużych jajek
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii - użyłam nasion z 1 wanilii
220g (1 i 1/4 szklanki) cukru
wierzch
120g ciastek Oreo

spód

Ciastka przełam, zdejmij masę, a same herbatniki pokrusz na piasek. Wymieszaj z roztopionym masłem. Tortownicę natłuść, masę wysyp na spód i wyrównaj. /ja spód dodatkowo podpiekłam w 180 stopniach przez 10 minut/

masa serowa

Twaróg utrzyj z cukrem i wanilią na gładką masę. Kolejno dodawaj jajka, a następnie wlej śmietanę. Na końcu wmieszaj mąkę ziemniaczaną. Masę serową wylej na przygotowany spód. Piecz w temperaturze 180ºC przez 60 minut /piekłam w kąpieli wodnej/.

Gotowy sernik pozostaw w piekarniku z lekko rozszczelnionymi drzwiczkami na 30 minut, a następnie ostudź na kratce i schłódź przez noc w lodówce.

wierzch
Przed podaniem ciasteczka przełam, zdejmij masę, herbatniki pokrusz na piasek i posyp nimi wierzch sernika.

Sernik bardzo dobrze smakuje i pięknie wygląda. Jest kremowy i waniliowy. Dzięki pieczeniu w kąpieli wodnej bardzo równy. Niestety nigdy się chyba nie nauczę bardzo szczelnie owijać formy, spód więc mi trochę zamókł :). Ci, którzy ciastka Oreo wielbią mogą dodać ich także do masy serowej (pokruszone, w całości). Myślę, że tak zrobię następnym razem, nada to ciastu ciekawą, chrupiącą fakturę.


Smacznego!

Ciasto na bułki fermentujące w wodzie

Niedawno zrobiłam bułeczki waniliowe inspirowane przepisem Marii Disslowej na ciasto na bułki fermentujące w wodzie z książki Jak gotować. Praktyczny poradnik kucharski z 1930 roku. Wiele z Was ma słabość do starych książek, a być może przegapiła wpis na pewnym blogu pokazujący, gdzie skany tych starych książek znaleźć. A jest ich w sieci sporo! Książkę Disslowej i wiele, wiele innych znajdziecie w Cyfrowej Bibliotece Narodowej Polona. Część z nich można nawet ściągnąć w plikach pdf. Angielskojęzyczne książki kucharskie znajdziecie także na Google Books, według mnie wyszukiwanie jest dość trudne, ale gdy bardzo się chcę można coś wyszperać :).

BUŁECZKI WANILIOWE
tortownica 26cm

zaczyn
90g mąki pszennej
50ml mleka
15g drożdży
ciasto właściwe
zaczyn
270-300g mąki pszennej
130ml mleka
1 żółtko
1 jajko
40g cukru - więcej jeśli chcecie by bułeczki były słodkie
25g masła, roztopionego + masło do posmarowania formy i ciasta
ziarenka oskrobane z 1 laski wanilii (w oryginale skórka otarta z cytryny)
dodatkowo: białko lub mleko, kruszonka, migdały lub mak

zaczyn
Drożdże rozpuść w mleku, dodaj mąkę, zagnieć. Szczelnie przykryj i odstaw na 1,5-2 godziny, aby zaczyn sfermentował.

ciasto właściwe
Żółtko i jajko lekko utrzyj z cukrem i wanilią. Do sfementowanego zaczynu dodaj pozostałą mąkę i mleko, a następnie jajka z cukrem oraz sól. Całość dokładnie wyrób. Na końcu dodaj masło. Ciasto powinno być dość gęste, ale ciągle kleiste, jeśli jest zbyt płynne dodaj nieco więcej mąki. Wyrobione ciasto uformuj w kulę, posmaruj masłem i włóż do głębokiego naczynia wypełnionego zimną wodą na 1,5-2 godziny. Ciasto w tym czasie wypłynie na wierzch, będzie lekkie i dwa razy większe (jeśli ciasto wypłynie wcześniej nie wyciągaj go, aż nie podwoi swojej objętości). Wyrośnięte ciasto wyłóż na mocno obsypany mąką blat, lekko odgazuj, po czym podziel na 8 części. Uformuj kule i włóż je do natłuszczonej tortownicy. Przykryj i odstaw do wyrośnięcia na 30 minut.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni.

Wyrośnięte bułeczki posmaruj białkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka lub samym mlekiem i posyp kruszonką, migdałami lub makiem (moja kruszonka: 30g mąki, 15g masła, 15g cukru, szczypta soli). Piecz 35-40 minut, aż bułeczki mocno się przyrumienią. Po upieczeniu odstaw na kratkę by nieco przestygły.

Polecam Wam także bardzo gorąco cykl Vintage Cooking u Ani z bloga Strawberries from Poland.

Dla zainteresowanych przepis oryginalny poniżej:
2kg mąki, 1l mleka, 8 dag drożdży, 6 żółtek, 6 jaj, 1 łyżka soli, 20dag cukru, 12dag masła, skórka cytrynowa
Zalać 1/2l mąki 1/2l mleka, rozmieszać dokładnie, wlać rozdrobnione drożdże i odstawić na 1 1/2-2 godziny, aby ciasto sfermentowało. Dodać resztę mąki i mleka, rozmieszać z cukrem żółtka i jaja, skórkę cytrynową i sól. Można też dodać gałki muszkatołowej, zagnieść, wlać masło i dobrze wymieszać. Ciasto powinno być dość gęste. Wyjąć je na płótno, zawiązać sznurkiem, włożyć do naczynia z zimną wodą na 3-4 godziny, gdy wypłynie na wierzch będzie lekkie i dwa razy większe. Wyrobić 2 lub 3 okrągłe bułki, włożyć na blachę posypaną mąką, aby ponownie podrosły, posmarować jajem, można posypać migdałami lub makiem, wstawić na godzinę do pieca.

I czekam na wasze interpretacje starych przepisów!


Smacznego!

Muffiny Tiramisu

Dziś podobno obchodzimy Światowy Dzień Muffina. Ciekawych rzeczy się może człowiek dowiedzieć z porannej telewizji śniadaniowej ;). Ponieważ dzisiaj i tak otwierałam pudełeczko mascarpone część postanowiłam wykorzystać i na tą okazję. Muffinki to wdzięczny wypiek, prosty i szybki. Ja także od niego kiedyś piec zaczynałam. Teraz robię je rzadko, nie przepadamy w domu za ciastami ucieranymi. Ale na specjalną okazję czemu nie? :) Dziś więc u mnie nieco bardziej wykwintne babeczki Tiramisu z przepisu Marthy Stewart.


MUFFINY TIRAMISU
12 sztuk

ciasto
200g mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
60ml mleka
1 laska wanilii
55g masła
3 jajka
3 żółtka
150g cukru
syrop
100ml espresso lub mocnej kawy
30ml masali - użyłam rumu
4 łyżki cukru
masa
1 szklanka śmietanki 30%
225g mascarpone
500-100g cukru w zależności od upodobań smakowych

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Formę na muffinki posmaruj masłem lub wyłóż papilotkami.

ciasto
Mąkę przesiej razem z proszkiem do pieczenia i solą, odstaw. Mleko zagotuj wraz z nasionami zeskrobanymi z laski wanilii, zdejmij z ognia, dodaj masło, wymieszaj i odstaw do ostygnięcia. Jajka, żółtka i cukier umieść w misce nad garnkiem z gotującą się wodą. Ucieraj za pomocą miksera, aż cukier rozpuści się, a masa jajeczna będzie ciepła. Zdejmij miskę znad pary i ucieraj jeszcze przez chwilę do uzyskania kremowej masy. Do jajek dodaj mąkę oraz mleko z masłem. Całość szybko wymieszaj. Ciasto rozlej do przygotowanej formy do 3/4 wysokości każdego otworu. Piecz przez 20 minut, w połowie pieczenia obróć formę o 180 stopni. Upieczone muffinki przełóż wraz z formą na kratkę, po kilku minutach wyciągnij i studź dalej na kratce, aż uzyskają temperaturę pokojową.

syrop
Wszystkie składniki wymieszaj i odstaw do ostygnięcia.

Gdy muffinki ostygną nasącz je w syropie kawowym (tak jak biszkopty do tiramisu): najłatwiej zanurzyć je górną częścią na chwilę w misce wypełnionej płynem. Nasączone ciasto (do około 1/3 wysokości) odstaw ponownie na kratkę na 30 minut, tak by syrop wchłonął się także do wewnątrz.

masa
Śmietankę ubij. Mascarpone utrzyj z cukrem na głądką masę, po czym delikatnie połącz z ubitą śmietaną. Rozłóż warstwę masy na każdej babeczce.

Muffinki przełóż do wysokiego pojemnika, szczelnie przykryj i wstaw do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Przed podaniem oprósz kakao.

Smacznego i miłego świętowania życzę!

Zima. Mleko z miodem. Miód z mlekiem.

Ciągle zima. Być może nie zima stulecia, ale jednak jest i nic nie zapowiada wiosny. Choruję bardzo często. W tym roku przechodziłam już grypę żołądkową i ciężkie przeziębienie. To drugie na własne życzenie. Przed ciążą nigdy nie chorowałam. Od urodzenia dziecka prawie cały czas. Za to dziecko jest zdrowe. W przyrodzie nic nie ginie :).

Dziś więc mleko z miodem, czy też miód z mlekiem. Przepis wyszperany bardzo dawno temu na blogu
Kitchen Wench. Poniżej wersja z moimi zmianami, czyli mniej miodu, więcej mleka, dużo mniej roboty :).

GALARETKA MLECZNO-MIODOWA
3 porcje

galaretka miodowa
200ml zimnej wody
3 łyżki miodu o silnym smaku
- u mnie kasztanowy
1 i 1/2 łyżeczki żelatyny
panna cotta waniliowa
350ml mleka
120ml śmietanki 30% lub śmietany kremówki
3 łyżeczki żelatyny
nasiona z 1 wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki cukru

galaretka miodowa
Wodę zmieszaj z miodem w małym rondelku, wierzch posyp żelatyną, odstaw na 5 minut. Następnie całość wymieszaj i gotuj na małym ogniu, aż płyn będzie na tyle gorący, że żelatyna całkowicie się rozpuści. Rozlej do szklanek, a gdy ostygnie przykryj folią spożywczą i wstaw do lodówki.

Gdy galaretka stężeje (30-60 minut) przygotuj warstwę mleczną.

panna cotta waniliowa
Wszystkie składniki umieść w rondelku, wymieszaj, wierzch posyp żelatyną, odstaw na 5 minut.
Zamieszaj, po czym gotuj na małym ogniu, aż płyn będzie na tyle gorący, że żelatyna całkowicie się rozpuści. Odstaw do ostygnięcia, a gdy osiągnie temperaturę pokojową, rozlej do szklanek z galaretką miodową, przykryj folią i wstaw do lodówki. Podawaj, gdy całkowicie stężeje (po godzinie).

Nie jestem wielką fanką mleka w postaci płynnej. Właściwie używam go tylko do kawy. Ale taka galaretka to już co innego. Wielbiciele metod naturalnych w leczeniu przeziębień na pewno też ją polubią. A ci najbardziej ekstremalni mogą sobie dodać jeszcze warstwę z czosnku ;).

A. spróbował, nie wypluł i zjadł. Uwierzcie mi to znaczy dość dużo :)

Smacznego!

Galaktoboureko

Aby odpocząć nieco od kuchni azjatyckiej w tym tygodniu będzie trochę po grecku. Zaczynam od ciasta, które wypatrzyłam na stronie Australian Gourmet Traveller. Z wyglądu przypomniało mi kremówkę, postanowiłam więc sprawdzić, co Grecy mają mi do zaoferowania w tym temacie :). Zmniejszyłam jednak drastycznie ilość cukru, tak charakterystyczną dla wypieków z tego rejonu świata. Takie więc lekko polskie Galaktoboureko Wam dziś proponuję.

GALAKTOBOUREKO
blacha 25x40cm

ciasto
1100ml mleka
440g (2 szklanki) cukru - użyłam połowy tej ilości, 220g
1 laska cynamonu
- pominęłam
1 laska wanilii
180g semoliny
250g + 20g masła
3 jajka, lekko ubite
14 arkuszy ciasta phyllo (filo)
syrop
skórka i sok z 1/2 cytryny
250g cukru
- u mnie 100g
200ml wody
- u mnie 100ml
dodatkowo: cukier puder, cynamon

ciasto
W rondelku umieść mleko, cukier, laskę cynamonu oraz laskę wanilii (przekrojoną, nasionka zeskrobane, łupinki też wrzucone do mleka), doprowadź do wrzenia na małym ogniu. Dodaj semolinę i pogotuj na małym ogniu 3-5 minut, aż masa zgęstnieje (powinna przypominać budyń, moja zgęstniała niemalże od razu, nie gotowałam więc dłużej). Zdejmij z ognia, wmieszaj 20g masła. Na wierzchu gotowej masy rozłóż folię spożywczą (tak by dotykała masy w każdym miejscu, w ten sposób nie utworzy się kożuch), odstaw do ostygnięcia. Gdy masa ostygnie wyciągnij cynamon i laskę wanilią, po czym wmieszaj do niej jajka (najłatwiej jest mikserem).

Piekarnik rozgrzej do 170 stopni.

Resztę masła rozpuść. Formę posmaruj roztopionym masłem. Na dnie rozłóż 7 warstw ciasta phyllo, każdy arkusz dotnij do wielkości dna i obficie posmaruj masłem. Na przygotowany spód wylej masę, rozłóż ją równomiernie. Na wierzch rozłóż pozostałe 7 warstw ciasta phyllo, ponownie docinając je do wielkości formy oraz smarując każdy arkusz dokładnie roztopionym masłem.

Piecz przez 40-45 minut, aż ciasto uzyska złotobrązowy kolor, a masa zetnie się całkowicie. Pod koniec pieczenia przygotuj syrop.

syrop
Wodę, cukier, skórkę i sok z cytryny umieść w rondelku o grubym dnie. Doprowadź do wrzenia i gotuj na średnim ogniu przez 3-5 minut, aż syrop zgęstnieje. Wyciągnij ciasto z piekarnika i od razu polej je jeszcze gorącym syropem.

Całość odstaw do ostygnięcia. Gdy ciasto uzyska temperaturę pokojową posyp je cukrem pudrem zmieszanym z cynamonem (ja posypałam cukrem z prawdziwą wanilią), pokrój na kawałki i podawaj. Galaktoboureko możemy trzymać w chłodnym miejscu (ale nie w lodówce) przez 2 dni.

Nie potrafię sobie wyobrazić smaku tego ciasta z oryginalną ilością cukru i syropu :). W mojej spolszczonej wersji galaktoboureko cukru ma w sam raz, jest słodkie, ale nie za słodkie. Przypomina trochę zapieczoną kremówkę (jeśli podjęlibyśmy ryzyko pieczenia polskiej kremówki :). Smaczne. Nieco inne. Bardzo greckie :).

Przy okazji przeczytałam też kilka innych przepisów na ten deser. Semolinę często zastępuje się w nich kaszką manną, ja jednak myślę, że lepszym rozwiązaniem jest użycie po prostu mąki pszennej, jeśli semoliny nie posiadacie. Moja semolina jest bardzo gruba, dlatego też wersja made by Iv jest nieco mniej kremowa niż inne, jakie możecie wyszperać w Internecie. Bardzo mi to ciasto smakuje. Do syropu można także dodać skórkę otartą z pomarańczy, co na pewno nada fajnego aromatu.

Smacznego!

Chałka z prawdziwą wanilią

Dziś chciałam Wam pokazać moją ulubioną chałkę. Przepis pochodzi z książki 90 lat Kitchen Aid, ale oczywiście ten mikser nie jest niezbędny, aby taką chałkę upiec. Ja piekę od razu dwie sztuki, tak jak podaje przepis. Ta bułka szybko znika. Jest bardzo puszysta i delikatna. Mało słodka. Waniliowa, ale nie do przesady. Jak dla mnie idealna.

CHAŁKA Z PRAWDZIWĄ WANILIĄ
2 bochenki

1 laska wanilii
225ml mleka
15g świeżych drożdży
700g mąki pszennej (minimum typ 550)
1 łyżeczka soli
75g roztopionego masła
3 łyżki miodu
3 jajka
dodatkowo: 1 żółtko roztrzepane z 1 łyżką wody; mak, sezam lub kruszonka do posypania

Laskę wanilii rozetnij na pół, zeskrob ziarenka. Włóż je do rondelka z mlekiem (razem z pustą laską), całość zagotuj. Wyjmij łupinki i odstaw do ostygnięcia. Gdy mleko będzie letnie dodaj pokruszone drożdże i wymieszaj do rozpuszczenia.

Jeśli używasz Kitchen Aida. Wymieszaj w dzierży 625g mąki i sól. Załóż hak i mieszając z prędkością 2 dodawaj rozpuszczone drożdże. Zagniataj przez 1 minutę. Dodaj roztopione masło, miód i jajka. Zagniataj całość przez kolejną minutę. Na końcu dodawaj stopniowo pozostałe 75g mąki. Kontynuuj zagniatanie do chwili, gdy ciasto przestanie się kleić do ścian dzierży. Nadal zagniataj przy prędkości 2 przez 2 minuty do uzyskania gładkiego ciasta.

Jeśli wyrabiasz ciasto ręcznie. Połącz w misce wszystkie składniki, przełóż na blat. Wyrabiaj przez kilka minut do uzyskania gładkiego, plastycznego ciasta.

Ciasto przełóż do natłuszczonej miski, przykryj wilgotną ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 1 godzinę lub do momentu, w którym podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto przełóż na blat, ponownie zagnieć, a następnie podziel na 6 porcji. Każdej porcji nadaj kształt wałeczka o długości 35 cm. Z trzech wałeczków upleć warkocz, końce zawiń pod spód i ułóż na blasze do pieczenia wyłożonej papierem pergaminowym. To samo zrób z pozostałymi porcjami ciasta. Przykryj wilgotną ściereczką i odstaw do wyrośnięcia na 30-60 minut (do chwili, gdy ciasto podwoi swoją objętość).

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni. Wyrośnięte chałki posmaruj żółtkiem zmieszanym z wodą i posyp makiem, sezamem lub kruszonką. Piecz przez 30-35 minut. Ostudź na kratce.

Te chałki upiekłam wczoraj. Jedną posypałam makiem, a drugą kruszonką (25g mąki, 13g masła, 13g cukru, szczypta soli). Nie umiem się zdecydować, którą wersję bardziej lubię :). To pieczywo idealne jeszcze lekko ciepłe, na takie mroźne, zimowe poranki, jakie ciągle jeszcze mamy. Na drugi dzień ciągle zjadliwe, choć oczywiście już nie takie świeże.

Smacznego!

Blog Widget by LinkWithin