Sałatka z tuńczyka, fasoli masłowej i selera

Dziś szybka (o ile ma się ugotowaną fasolę :) i pożywna sałatka na rozpoczęcie sezonu wiosennego. Nie mogę się już doczekać nowalijek! I świeżych pomidorów. I ogórków gruntowych. I oczywiście truskawek... W tym roku posadzę też sobie w ogródku okrę, ponieważ nigdzie w Krakowie nie mogę jej dostać, a to moje ulubione warzywo. Sezon zapowiada się cudownie, prawda? :).

Przepis z magazynu
Food&Wine. Na zdjęciu widać także chleb pszenno-żytni z GS-u w Rabce, który dość dobrze zastępuje ten pieczony w domu. I przypomina nam dzieciństwo (piekarnia wygląda tak samo jak 20 lat temu, chleb też o dziwo nie zmienił się).

SAŁATKA Z TUŃCZYKA, FASOLI MASŁOWEJ I SELERA
4 porcje

2 łyżki soku z cytryny
2 łyżeczki musztardy Dijon
1/4 szklanki + 1 łyżeczka oliwy z oliwek
1/4 szklanki posiekanego szczypiorku
świeżo mielony pieprz, sól
300-400g tuńczyka w kawałkach w oliwie
3 łodygi selera z liśćmi, pokrojone w cienkie plasterki
400-500g suchej fasoli masłowej (Jaś)
1 i 1/2 łyżki odsączonych kaparów -
pominęłam

Fasolę opłukaj, zalej zimną wodą i pozostaw na noc do namoczenia. Namoczoną fasolę ugotuj do miękkości (sól dodaj dopiero pod koniec gotowania).

W małej misce połącz sok z cytryny i musztardę, stopniowo dolewaj oliwę (cały czas mieszając). Dodaj szczypiorek, dopraw solą i pieprzem.

W dużej misce umieść odsączonego tuńczyka, seler, fasolę i kapary. Dodaj sos musztardowo-cytrynowy i delikatnie wymieszaj. Dopraw solą i pieprzem. Podawaj ze świeżym chlebem lub grzankami.

Smacznego!

Drezno

W tym roku postanowiliśmy ominąć rodzinne, nieco przytłaczające święta i wyjechać na kilka dni. Nie chciałam by podróż z Krakowa trwała więcej niż kilka godzin, zastanawialiśmy się więc nad trzema miastami: Bratysławą, Wiedniem i Dreznem. Wybór padł na Drezno :). Jego niezaprzeczalnym atutem jest dojazd - od początku do końca autostradą i tylko 5-6 godzin. Z logistycznego punktu widzenia wybraliśmy bardzo dobrze oszczędzając sobie poniedziałkowego powrotu zakopianką :). A. Niemcy uwielbia i wielokrotnie podkreśla, że mógłby tam mieszkać, Drezno przypadło mu więc do gustu. Miasto jest piękne, aczkolwiek w moim odczuciu nieco małe :). Za to cudownie zielone i Helga na pewno byłaby tam szczęśliwa.

Mamy w swoim weekendowo-podróżniczym zwyczaju płacić dużo za hotel (jeździmy jednak odpoczywać, a odpoczywać lubimy ładnie), a później niesamowicie niezdrowo i tanio odżywiać się na miejscu. I tak poza hotelowym śniadaniem w naszym drezdeńskim menu królowały: wszelkiego rodzaju niemieckie słodycze i przekąski niedostępne w Polsce, kebaby, fast foody i... wursty. Biały wurst to jednak nie jest to co Iv. lubi najbardziej, powiedzmy więc, że dominowały one w wyżywieniu A. Dwie wurstpotrawy rozbawiły mnie jednak niesamowicie: wurstsalat (w barze monachijskiego Paulanera) oraz Die Original VW Currywurst (dodatkowo z VW Ketchup, w szklanej fabryce Volkswagena) - że nie zamówiliśmy tej drugiej będę chyba żałować do końca życia (nie wiem jak wy, ale ja wyobrażam sobie kiełbaskę ze znaczkami VW :). I właściwie tyle mogę napisać o drezdeńskiej kuchni :).

Oczywiście trochę też pozwiedzaliśmy. Jak to zwykle bywa głównie na nogach oraz dla odmiany busem, w którym nic a nic nie rozumieliśmy, ponieważ wersja angielska mocno szwankowała, a nasza znajomość niemieckiego jest jednak bardzo uboga. Ogólnie miałam wrażenie, że jesteśmy jednymi z nielicznych zagranicznych turystów w mieście (turystów krajowych było mnóstwo). Zrobiliśmy bardzo mało zdjęć (A. zabrania robić widokówek). Do większości atrakcji nawet nie weszliśmy - za to fabrykę VW zwiedziliśmy wszerz i wzdłuż z przewodnikiem :). Nic mnie już dawno tak nie zmęczyło :).

Mieliśmy ambity plan zakupowy, Niemcy zaskoczyły nas jednak dniami wolnymi od pracy i zamkniętymi sklepami już w Wielki Piątek (z rzeczy kuchennych udało mi się jednak kupić 3 piękne słoiki). Co ciekawe w Dreźnie nie czuło się klimatu Wielkiej Nocy. Żadnych dekoracji, nic wyjątkowego też się nie działo. Gdyby nie kolorowe jajka na śniadaniu i zamknięte sklepy właśnie, nawet nie zauważylibyśmy, że są święta.

Baaaardzo odpoczęliśmy i o to głównie chodziło (nie pamiętam już kiedy tak dużo spałam). Nikt nas nie polał wodą. Nie przejedliśmy się, ani nie wynudziliśmy. Takie świąteczne krótkie i bliskie wyjazdy wpiszemy już na stałe w naszą małą rodzinną tradycję. A następnym razem obiecuje odżywiać się bardziej niemiecko i o niemieckiej kuchni też coś napisać ;).

Uwagi o pieczeniu bab i Wielkiej Nocy

Muszę Wam się przyznać, że dla mnie Wielkanoc to tak naprawdę nie jest święto. W obecnych czasach, gdy większość z nas i tak pracuje w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę, ten Wielkanocny Poniedziałek jedynie przedłuża nieco weekend i niestety tylko tak to odbieram. Zazwyczaj spotykam się wtedy z rodziną, ale szczerze mówiąc w każdy przedłużony weekend pewnie pojechałabym na obiad do mamy czy taty. Nie było też nigdy u mnie jakiejś niesamowitej tradycji robienia bab, mazurków czy potraw gotowanych tylko w te dni. Więc i ja nic takiego nie robię (może kiedyś zacznę), chociaż.... niedawno, gdy rozmawiałam z A. o babkach zażyczył sobie wypieku drożdżowego z nadzieniem (płynnym!) czekoladowym, jaki jadł podobno 20 lat temu :). Niestety nigdzie nie znalazłam przepisu. Jeśli Wy się z podobną babką spotkaliście to będę baaardzo wdzięczna. Powinno to wyglądać mniej więcej tak (ciasto raczej drożdżowe):

A dla wszystkich tych, którzy swoje baby będą piekli dziś, jutro i w sobotę polecam lekturę rodziału Uwagi o pieczeniu bab z Praktycznego Kucharza Warszawskiego (wyd. 1922 rok).

Głównym warunkiem udania się bab, jak i wszelkich ciast drożdżowych są same drożdże, potem suchość mąki, następnie wybijanie ciasta, w końcu utrafienie temperatury pieca. Piec należy bardzo mocno napalać na baby (...), gdyż dobrze napalony dłużej jednostajny stopień ciepła zatrzymuje, co jest koniecznem dla ciast drożdżowych, które jeszcze w piecu rosnąć i prędko upiec się powinny. (...) Jeżeli drożdże są dobre, to całe pieczywo bab z wybijaniem trwa godzin 8, gdy jednak pomału rośnie, to może się przewlec i do 12 godzin. Temperatura gdzie ciasto się wyrabia i rośnie powinna być od 20 do 25 stopni Reaumura. Wszelkie przyprawy do ciasta, jako to: rodzynki, migdały, powinny być dzień przed tem przygotowane, cukier utarty i przesiany, migdały sparzone i utłuczone, a mąka przesuszona, przesiana i ogrzana. Jaja do ciasta trzeba starannie oddzielać od żółtek, a żółtka od zarodków, które ociążają ciasto. Żółtka trzeba dobrze rozbić w garnku wstawionym w miskę z ciepłą wodą. Lekkość i puchość ciast zależy od dobrego wybijania ciasta, które powinno być po domięszaniu każdej przyprawy wybijane przez pół godziny. Masło wlewa się po zupełnem wybiciu ciasta i z niem jeszcze dobrze wybija. Chcąc się przekonać czy ciasto na baby jest dostatecznie gęste, trzeba wziąść ciasta w rękę, ścisnąć dobrze, jeżeli gałeczka z ciasta, która się nad ręką utworzy nie opadnie, tylko stanie, wtenczas dobre jest, a jeżeli opadnie, to za rzadkie, trzeba dodać mąki. Po wsadzeniu do pieca, szczególnej delikatnych babek, trzeba wystrzegać się wstrząśnienia ich aby nie opadły, przy wyjmowaniu tę samą zachować ostrożność. Lekkich bab nie należy wyjmować z formy ciepłych, tylko położyć do ostudzenia z formą na bok na miękką poduszkę i obracać formę od czasu do czasu, żeby ze wszystkich stron ostygła. (...)


Z tej samej książki pochodzi przepis na babkę przekładaną, który prezentuje poniżej. Jeśli komuś z Was będzie się chciało (i umiało) przełożyć go na współczesną polszczyznę oraz miary i upiec (choćby po świętach) to obiecuję, że przy okazji swojej niedługiej podróży do Danii przywiozę takim osobom jakieś wesołe gadżety kuchenne.

Babka przekładana
Wziąść ciasta przyrządzonego jak na baby, ułożyć z niego cienką warstwę w wysmarowanym i wysypanym bułeczką rądlu. Na to posypać warstwę rodzenków, znów położyć warstwę ciasta, potem migdałową massę z wyciśniętymi z soku konfiturami, znowu trochę ciasta, skórki pomarańczowej smażonej w cukrze, cykaty i tak postępować po kolei, póki nie będzie blizko pełny rądel. Gdy trochę podrośnie wstawić w piec bardzo gorący na 5 kwadransów. Nie wyjmować z rondla aż zupełnie wystygnie.
dla ułatwienia ciasto na baby zwyczajne:
na garniec mąki przesianej i wygrzanej wziąść 10 łutów drożdży, rozpuścić w szklance mleka i wlać w mąkę, dodać jeszcze 3 szklanki letniego mleka, wymięszać ciasto, zabierając tylko połowę mąki, przykryć i zostawić w cieple żeby podrasło. Gdy ciasto podejdzie, wlać do niego 40 żółtek ubitych do białości z półtora funtem cukru, wymięszać z resztą mąki, dodać (...) soli w miarę i wybijać przez godzinę. Potem wlać 3 szklanki sklarowanego masła i bić ciasto jeszcze przez pół godziny, następnie postawić w cieple, żeby podrosło.
i na masę migdałową: wsypać ćwierć funta usiekanych słodkich migdałów, kilkanaście gorzkich i ucierać razem pół godziny.

Ale żeby i u mnie było coś chociaż odrobinę jajeczno-świątecznego do Waszych Wielkanocnych wypieków i deserów proponuję cappuccino z likierem jajecznym.

CAPPUCCINO Z LIKIEREM JAJECZNYM
Prosto i szybko: potrzebna nam kawa, mleko i likier jajeczny (adwokat, ajerkoniak czy jak kto woli). Robimy espresso. Mleko i likier mieszamy (w dowolnych proporcjach) i spieniamy. Kawę zalewamy gorącym, spienionym mlekiem pełnym alkoholu. Całość można posypać też odrobiną cynamonu. Cukru nie dodajemy.

Życzę Wam wszystkim Spokojnych Świąt i z moim A. znikam na kilka dni wypocząć (święconek i świątecznych obiadów nie będzie więc).

Smacznego!

Blog Widget by LinkWithin