Murgh Makhani - Butter Chicken - Kurczak w sosie maślanym

Ponieważ A. wyjechał na dwa dni (niedaleko, ale jednak) dziś u mnie kuchnia indyjska i przepis, który pokazuje, że nie zawsze musi być bardzo pikantnie, przez co naprawdę każdy może w tej kuchni znaleźć coś dla siebie. Przepis zaczerpnęłam z książki Manju Malhi Easy Indian Cookbook, a informacje o ryżu basmati z Seductions of Rice Jeffrey'a Alforda i Naomi Duguid (tą książką się ostatnio zaczytuje :). Wybierając dzisiejsze danie przyszło mi do głowy, że moja miłość do masła to jedna z niewielu rzeczy, które łączą mnie z Julią Child. I rzeczywiście, masło w lodówce mam zawsze i to zawsze minimum 600g :).

MURGH MAKHANI
Butter Chicken
Indyjski kurczak w sosie maślanym

2 porcje (książka podaje 4 :)

100g pomidorów, sparzonych i obranych
4 ząbki czosnku, zmiażdżone
2 łyżki jogurtu naturalnego
2 łyżki śmietany
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki papryki
1/4 łyżeczki proszku chilli
duża szczypta cynamonu
4 łyżki oleju roślinnego
500g filetu z kurczaka, pokrojonego w kostkę
2 cebule, drobno posiekane
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonej kozieradki
15g masła
1/4 łyżeczki Garam Masala
kilka liści kolendry
- u mnie młoda pietruszka, ponieważ ostatnio nieurodzaj kolendry u mnie ogromny :(

Przygotuj marynatę: w misce wymieszaj czosnek, jogurt, śmietanę, pieprz, paprykę, chilli, cynamon z 1 łyżką oleju roślinnego. Dodaj kurczaka, całość dokładnie wymieszaj, tak by mięso równomiernie pokryło się marynatą. Miskę szczelnie przykryj i wstaw do lodówki na minimum 30 minut, a najlepiej na całą noc.

Pomidory zmiksuj na gładką pastę (ja swoje drobno posiekałam), odstaw.

W rondlu o grubym dnie lub w woku rozgrzej pozostałe 3 łyżki oleju, wrzuć cebulę i smaż, mieszając od czasu do czasu, aż cebula zabrązowi się (6-8 minut). Dodaj sól i kozieradkę, smaż przez kolejną minutę lub do momentu, w którym aromat przyprawy będzie mocno wyczuwalny. Dodaj pomidory i smaż przez kolejne 3 minuty lub do momentu, w którym sos zgęstnieje. Na koniec dodaj masło oraz kurczaka wraz z marynatą i gotuj bez przykrycia na małym ogniu przez 10 minut (mieszając od czasu do czasu). Gdy kurczak będzie gotowy posyp całość garam masala i listkami kolendry.

Podawaj z gorącym
chlebkiem Naan lub ryżem.

Najlepiej znanym indyjskim ryżem jest basmati. Najbardziej cenione są ziarna uprawiane u podnóża Himalajów w północnych Indiach i Pakistanie. Basmati to ryż długoziarnisty, który podczas gotowania niemalże potraja swoją wielkość - głównie na długość, przez co jest jeszcze bardziej wydłużony. Jest idealny do przyrządzania indyjskich i perskich potraw, ponieważ nawet ugotowany pozostaje sypki, delikatny i aromatyczny.

Z reguły przed gotowaniem basmati moczy się w zimnej wodzie (z solą lub bez) przez pół godziny lub dłużej (do dwóch godzin). Ziarna mogą wchłonąć nieco wody i zmięknąć, przez co stają się mniej kruche i równomiernie się gotują.

Istnieją dwa podstawowe sposoby gotowania ryżu basmati. Pierwsza poprzez wchłanianie (kojarzona głównie z kuchnią chińską lub japońską) oraz druga, w której ryż gotuje się w dużej ilości wody - i właśnie ta metoda jest najbardziej rozpowszechniona w Indiach. W wielu hinduskich domach ryż gotuje się tak, jak my gotujemy makaron: w dużej ilości wody, zazwyczaj nieposolonej. Ważne jest obserwowanie ryżu by go nie przegotować; tak jak przy makaronie, najlepszą metodą jest próbowanie ryżu co 30 sekund (zaczynając po 3 minutach gotowania). Basmati powinno być równomiernie ugotowane (także w środku), ale ciągle twarde i nie papkowate.

RYŻ BASMATI
lots-of-water method
6 porcji/6 szklanek

2 szklanki ryżu basmati
12 szklanek wody
2 łyżki roztopionego masła lub ghee

Ryż umyj kilka razy do momentu, w którym woda z płukania nie będzie już mętna. Umieść go w misce i zalej zimną wodą (powinno jej być 5cm ponad poziom ziaren), odstaw na 30 minut, po czym odsącz.

W dużym garnku zagotuj wodę. Do wrzątku wrzuć ryż, doprowadź ponownie do wrzenia i gotuj przez 3-5 minut bez przykrycia. Odcedź, umieść ponownie w garnku, dodaj masło, szczelnie przykryj i gotuj na bardzo małym ogniu przez 20 minut. Podawaj solo albo skropiony odrobiną roztopionego masła lub ghee.

Jeśli używasz brązowego ryżu basmati gotuj go we wrzątku dwa razy dłużej (6-12 minut), a następnie na wolnym ogniu pod przykryciem przez 25 minut.

Smacznego!

Dożynki gminne i początek końca sezonu grillowego

Tak naprawdę to najpierw był grill, a dopiero potem dożynki, ale zacznę od końca.

Gminne dożynki w tym roku odbyły się w naszym sołectwie, czyli w Rdzawce. Gościliśmy także sołectwo Ponice i sołectwo Chabówka. Oczywiście to były pierwsze moje dożynki w tym miejscu: naprawdę nie pamiętam by coś takiego odbywało się tu, gdy byłam dzieckiem i przyjeżdżałam na wakacje. Tradycja to więc nowa, a i zaskakująca niezwykle, jeśli wziąć pod uwagę, że tylko Henio ma we wsi ciągnik i od czasu do czasu kosi. Reszta nic nie uprawia poza przydomowymi ogródkami (choć mogę się tu mylić - wieś nasza duża jest, a i ja nie znam prawie nikogo). Dziękowanie za plony jest jednak u nas nieco przesadzone :).

Ale wesoło było :). Lokalne kapele góralskie uprzyjemniały nam czas występami. Gospodynie z 3 sołectw karmiły domowymi przysmakami (darmowymi, więc ciężko było się dopchać :) - największa kolejka stała do straganu z Chabówki, mniemam więc, że tam karmią najlepiej w regionie... Poza tym piwo, wódka i mróz. Oraz straż z OSP Rdzawka, którą miałam przyjemność pierwszy raz zobaczyć z bliska i nieco się przeraziłam :).

Zaskoczyło nas, że ponad połowa gości przywdziała stroje góralskie. Ładnie to wyglądało i aż chciałoby się coś takiego oglądać na codzień. A. odmawia jednakże zakupu góralskich portek... Szkoda. Góralskich spodni nie przywdziewa też mój wujek, jedyny z naszej rodziny, który ciągle mówi gwarą, ale twierdzi, że góralem nie jest, a poza tym taki przyodziewek jest drogi, dlatego nigdy go nie kupił i nie kupi. Wujek ten, zwany przez nas wszystkich Chłopem, był prawdziwym powodem naszego pojawienia się na dożynkach. Otóż we wsi naszej działa chór Adoramus i Chłop tam śpiewa. To chór kościelny, a że my do kościoła nie chodzimy, specjalnie pojawiliśmy się na dożynkach razem (ja, A., Róża i tato), coby wujka posłuchać, jak śpiewa ludowe piosenki. Chłop oczywiście musiał nam się schować za najwyższą dziewczyną, ale dopadliśmy i jego z aparatem, co widać poniżej. Piknie śpiewoli, piknie.


A teraz o grillu i sezonie grillowym, który zaczął się u nas w maju. Aż wstyd mi, że wcześniej nic na ten temat nie napisałam, bo w tym roku grillowaliśmy dużo: w każdy weekend, a nawet i częściej. Grill to jednak impreza towarzyska, a mi głupio tak jakoś przy ludziach fotografować jedzenie :). Tym razem się przemogłam i napiszę choć trochę o tym, co na grillu przyrządzaliśmy.

Głównie jedliśmy wołowinę :). Kupujemy steki z udźca - argentyńskie lub polskie (tych jednak nigdy w sklepie, ale bezpośrednio u rzeźnika). Może to mało partyjotyczne, ale wołowina argentyńska jest nieporównywalnie lepsza (ale niestety dużo droższa), naprawdę warto jej spróbować lub kupić choć raz na specjalną okazję. I tutaj właśnie zaprezentuję nasz sposób na steki:
Najpierw mięso polewamy oliwą i posypujemy mieszanką grubo mielonych przypraw (suszony czosnek i cebula, pieprz, papryka, chilli), nie solimy (!), ponieważ wołowina od soli twardnieje (nie dajcie się też nabrać na sole zmiękczające). Następnie mięso można lekko rozbić, my używamy jednak specjalnego narzędzia, które przerywa włókna i jednocześnie wbija składniki marynaty w mięso; cały proces widać na zdjęciu poniżej.

Zamarynowane mięso wkładamy do lodówki na kilka godzin lub na całą noc, a następnie grillujemy. Sukces zależy tu od grilla. Używamy zwykłego, węglowego Webera z pokrywą, którego udaje się bardzo mocno rozgrzać. Temperatura wewnątrz grilla jest bardzo ważna, musi być bardzo wysoka, aby mięso szybko ścięło się na zewnątrz, szybko doszło w środku i pozostało soczyste, miękkie, a nie suche i gumowate :). Naczelnym grillmanem, jak na mężczyznę przystało, jest oczywiście A.

Steki grillujemy z pokrywą przez 3-5 minut z każdej strony, w zależności od pożądanego stopnia wysmażenia. Z uwagi na moją niedawną ciążę i obecne karmienie, steki w tym roku robiliśmy w wersji well done, w przyszłym sezonie na pewno będą dużo bardziej krwiste.

Na zdjęciach powyżej widać też mój ukochany Naan, upieczony w piekarniku i podgrzany na grillu, przez co zyskał nieco drzewnego aromatu, co bardzo mu służy.

W tym roku grillowaliśmy także pstrągi, łososie i jednego jesiotra, a także boczek, kurczaka i mnóstwo kiełbasy. Może zdążę jeszcze coś wam zaprezentować we wrześniu, chociaż wieczory są już bardzo zimne i wiem, że to już koniec naszych późnych kolacji na zewnątrz :(.

A na deser grillowany banan :).

Smacznego!

Ps. Ponieważ okazało się, że Chłop zdążył zgromadzić już mały fanclub, dla wszystkich zainteresowanych wrzucam także krótki filmik prezentujący jego poczynania wokalne (jakość kiepska, aparatowa, ale co nieco słychać :).


video

Banoffee Pie

Banoffee (znane także jako banoffii czy banoffy) to deser brytyjski składający się z ciasta (pieczonego lub z pokruszonych herbatników), toffi (często dulce de leche lub masa krówkowa), bananów i bitej śmietany. To tarta bardzo szybka i prosta w przygotowaniu. Moja wersja zaczerpnięta ze strony The Australian Women's Weekly nieco różni się od oryginału (banany są na wierzchu, brak tu kawy, a i mleko skondensowane gotowane jest inaczej), smakuje jednak ciągle wspaniale - wbrew pozorom nie za słodko, a toffi jest gęste i nie wylewa się po przekrojeniu ciasta.

BANOFFEE PIE
forma do tart 24cm

ciasto
225g mąki pszennej - u mnie krupczatka
1 łyżka drobnego cukru lub cukru pudru
140g zimnego masła, posiekanego
1 żółtko
2 łyżki zimnej wody
krem toffi
395g mleka skondensowanego słodzonego
75g masła, w kawałkach
110g brązowego cukru
2 łyżki golden syrup - można zastąpić cukrem wymieszanym z wodą lub miodem
dodatkowo: 2 duże banany, 300ml śmietanki 30% do ubijania, kakao

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni lub 180 stopni z termoobiegiem.

ciasto
Mąkę, masło i cukier zagnieć jak na kruszonkę, dodaj żółtko i wodę, szybko wyrób gładkie ciasto. Całość owiń folią spożywczą i włóż do lodówki na 30 minut. Po tym czasie ciasto rozwałkuj i wyłóż nim dno i boki formy, przykryj papierem do pieczenia i posyp fasolą lub ryżem. Piecz przez 10 minut, po czym ściągnij papier wraz z obciążeniem i piecz kolejne 10 minut. Po upieczeniu odstaw do ostygnięcia.

krem toffi
Masło, mleko skondensowane, cukier i golden syrup umieść w rondelku o grubym dnie i doprowadź do wrzenia. Gotuj na średnim ogniu, ciągle mieszając (uważaj aby krem nie przypalił się) przez 10 minut, aż płyn zgęstnieje i nabierze jasno-brązowego koloru. Odstaw do ostygnięcia na 10 minut. Gotowy krem przełóż na ciasto, rozsmaruj równomiernie.

Gdy całość całkowicie ostygnie tartę udekoruj bananami, ubitą śmietaną (my dodajemy nieco cukru do śmietany) i posyp kakao.

To ciasto naprawdę ekspresowe w przygotowaniu i co najważniejsze nie wymaga długotrwałego, całonocnego studzenia (jak serniki, które piekę najczęściej). I choć nie jestem fanką toffi ani słodzonego mleka skondensowanego, tej tartyzjadłam chyba więcej niż A., który z kolei takie smaki uwielbia.

A na koniec nasz francuski piesek o imieniu Helga i jedno z wielu jej miejsc tarasowego wypoczynku... Przed tym rozpuszczonym do granic możliwości stworzeniem trzeba zawsze pilnować leżaków i tym podobnych, bo wystarczy wstać na chwilę i.... (doprawdy nie wiem kto ją tak rozpuścił :)

Smacznego!

Jamajski ryż z fasolą

Różnorodne wersje tego dania można znaleźć na całych Karaibach. Ta potrawa jednogarnkowa jest łatwa do przygotowania, a jednocześnie ma w sobie coś wyjątkowego. Jamajski ryż z fasolą (ang. rice and peas, z tym że peas jest tu dla zmylenia, ponieważ oznacza fasolę właśnie :) rości sobie prawo do bycia daniem narodowym Jamajki. Podstawa to ryż, czerwona fasola i (zazwyczaj) mleczko kokosowe; reszta to kombinacja różnych składników, jakie dany kucharz lubi dodawać do tej potrawy. Prezentowana przeze mnie wersja z pomidorami, czerwoną papryką i chilli pochodzi z książki Jeffrey'a Alforda i Naomi Duguid Seductions of Rice, te opcjonalne składniki można jednak śmiało pominąć.

JAMAJSKI RYŻ Z FASOLĄ
Jamaican Rice and Peas
6 porcji

1 szklanka suchej czerwonej fasoli (kidney beans) lub 2 i 1/2 szklanki fasoli ugotowanej lub z puszki
1 łyżka oliwy z oliwek, oleju roślinnego lub tłuszczu wytopionego z bekonu
2 ząbki czosnku, zmiażdżone
1 mała cebula, drobno posiekana
1 i 3/4 szklanki mleczka kokosowego z puszki lub świeżego
1 duży pomidor, obrany i drobno posiekany (opcjonalnie)
1 czerwona papryka, oczyszczona i i posiekana (opcjonalnie)
2-3 gałązki tymianku
1 papryczka chilli (opcjonalnie)
2 szklanki ryżu długoziarnistego, opłukanego
sól i pieprz

Jeśli używasz surowej fasoli, namocz ją przez noc, po czym ugotuj do miękkości (około 2 godzin) w 6 szklankach wody. Pod koniec gotowania dodaj 1 łyżeczkę soli (fasolę zawsze solimy na końcu, aby nie stwardniała). Jeśli używasz fasoli już ugotowanej lub z puszki, opłukaj ją, po czym zalej 1 szklanką wody i podgrzej, odsącz.

Opłukany ryż umieść w rondelku i zalej zimną wodą tak by była ona o 2cm powyżej ziaren. Posól, dodaj całą papryczkę chilli (opcjonalnie) i pieprz, doprowadź do wrzenia i gotuj pod przykryciem przez 20 minut (mieszając od czasu do czasu). Zdejmij z ognia i odstaw na 10 minut, nie zdejmując pokrywki. Z gotowego ryżu wyciągnij papryczkę chilli.

Tłuszcz podgrzej w rondelku o grubym dnie. Podsmaż czosnek, następnie dodaj cebulę. Smaż ciągle mieszając przez 5 minut, aż cebula stanie się przezroczysta. Wlej mleczko kokosowe, dodaj pomidora, czerwoną paprykę i posiekany tymianek. Doprowadź do wrzenia, pogotuj przez krótką chwilę, na końcu dodaj czerwoną fasolę. Całość wymieszaj z ryżem. Podawaj od razu.

Smacznego!

Rożki babci Rózi - WC Sierpień

W sierpniowej Weekendowej Cukierni rogaliki zaproponowane przez Basię były okraszone tak piękną historią, że i ja się skusiłam. Piękne te Wasze wspomnienia o babciach i wspólnych z nimi gotowaniem. Cudowne są te pożółkłe zeszyty. Bardzo tego zazdroszczę, ale to zazdrość mam nadzieję choć trochę pozytywna.

To wypiek bardzo tradycyjny i jednocześnie najlepsze rogaliki jakie zrobiłam (zrobiłam w duuuużo większym rozmiarze: ciasto z połowy porcji podzieliłam na 2 części i pokroiłam na 8 trójkątów). Bronią się same, nie trzeba zbyt wiele o nich pisać.

ROŻKI BABCI RÓZI
96 mini rogalików

100ml letniego mleka
50g drożdży - u mnie 40g, myślę że można użyć jeszcze mniej
5 łyżek cukru
300g mąki
3 żółtka
150g masła
dodatkowo: konfitura z róży lub dobre powidła (na nadzienie), lekko ubite białko, cukier kryształ (do obtaczania rogalików)

Mleko, drożdże i cukier wymieszaj i odstaw na kilkanaście minut. Następnie wmieszaj żółtka, całość wlej do maki wymieszanej z masłem (jeśli żółtka są duże, a masło miękkie ciasto potrzebuje dodatkowych 50g maki). Zagnieć ciasto i włóż do głębokiego naczynia z bardzo zimną wodą, poczekaj aż ciasto wypłynie (jak nie wypłynie to wyjmij po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce). Ciasto wyjmij z wody, wyłóż na omączona stolnicę, podziel na 8 części. Każdy kawałek rozwałkuj w okrągłe placki o 2-3mm grubości, po czym pokrój na trójkąty (każdy krążek na 12 trójkątów). Na szerszym końcu każdego trójkąta połóż pół łyżeczki nadzienia, zwiń, szczelnie ściśnij rogi. Piecz na złoto w temperaturze 175 stopni (około 15 minut). Po upieczeniu, jeszcze cieple, zamaczaj górną częścią w białku, a następnie w cukrze krysztale (użyłam mleka i grubego cukru).

Przyznam, że w trakcie nadziewania, aż wstyd było mi nakładać kupną konfiturę z płatków róży. Niestety nie mam własnej, a słoiczek tej sklepowej właśnie miałam na półce już od dawna, nie jest to mój ulubiony produkt :). Ale tutaj pasuje doskonale, najlepiej, nie wyobrażam sobie tak tradycyjnego wypieku z czymś innym.

Smacznego!

Mus śliwkowy z cynamonem

Z okazji urodzaju śliwek dziś przepis, który mocno przywołuje mi na myśl Boże Narodzenie, czyli śliwki, duża ilość masła i cynamon w jednym :). Przepis pochodzi z ugotuj.to - użyłam połowy masła i świeżych śliwek: wyszło lekko kwaskowate, mocno maślane cudo. Aż szkoda, że taka ładna pogoda dziś, ten mus idealnie pasowałbydo zimowego, mroźnego wieczoru.

MUS ŚLIWKOWY Z CYNAMONEM
6 porcji

700g mrożonych śliwek
- lub 1kg świeżych (waga z pestkami)
250g masła - połowa tej ilości wystarczy
50g cukru
300 ml śmietanki 30%
1 łyżka cynamonu

Śliwki rozmróź (świeże umyj, wydryluj, pokrój na połówki), przełóż do rondla, dodaj 3 łyżki soku, który puściły w czasie rozmrażania, oraz masło i gotuj przez 10 min na małym ogniu. Ostudź i zmiksuj na purée razem z cukrem. Śmietankę ubij. Mus śliwkowy delikatnie połącz z bitą śmietaną i cynamonem. Rozłóż do 6 pucharków lub szklaneczek i wstaw do lodówki na 30 min.

Smacznego!

Tort z mascarpone, białą czekoladą i jagodami

Dziś bardzo szybki (zupełnie bez pieczenia) torcik z owocami leśnymi. Przepis pochodzi z książki Philipa Johnsona Classic Ecco i oryginalnie poleca użyć do sosu malin, a do tortu i przybrania różnych, mieszanych owoców jagodowych. Miałam tylko słoik jagód i to musiało wystarczyć :).

TORT Z MASCARPONE, BIAŁĄ CZEKOLADĄ I JAGODAMI
tortownica 26cm


500g jagód, malin, jeżyn itp.
- u mnie 350g jagód
200g cukru
- u mnie 150g
250ml wody
2 łyżki Cointreau
- użyłam likieru z owoców leśnych
2 listki żelatyny - użyłam 2 łyżeczek żelatyny w proszku
125ml wody
2 łyżki śmietanki 30%
5 żółtek
4 białka
100g cukru
skórka otarta z 1 cytryny
500g mascarpone
400g podłużnych biszkoptów - wystarczyło 350g
250g różnych owoców jagodowych
- u mnie tylko jagody
220g białej czekolady, startej
dodatkowo: bita śmietana, świeże owoce jagodowe, liski mięty

Zrób sos: wybrane owoce jagodowe, cukier i 250ml wody umieść w małym rondelku i doprowadź do wrzenia. Lekko ostudź, zmiksuj blenderem i uzyskany płyn przetrzyj przez sitko. Dodaj alkohol, wymieszaj i odstaw.

Listki żelatyny namocz w 125 ml wody, śmietankę podgrzej, nie doprowadzając jednak do wrzenia, dodaj do niej miękkie listki żelatyny (odsączone z wody), wymieszaj, aż żelatyna rozpuści się całkowicie. Jeśli używasz żelatyny w proszku, rozsyp ją nad 3 łyżkami wody, a gdy zmięknie rozpuść w gorącej śmietance.

W dużej misce utrzyj żółtka z cukrem i skórką cytrynową do momentu uzyskania kremowej masy. Dodaj mascarpone, a następnie żelatynę. Białka ubij i delikatnie wmieszaj je do masy serowej (za pomocą łyżki lub szpatułki). Ja dodatkowo do masy wmieszałam połowę startej czekolady. Odstaw w chłodne miejsce
(np. do lodówki).

Biszkopty lekko namocz z obu stron w sosie owocowym (nie zużyjesz całego, ale nie wylewaj pozostałości). Połowę biszkoptów rozłóż promieniście na dnie tortownicy (niektóre trzeba będzie przełamać na pół), nałóż na nie połowę masy serowej, posyp połową owoców jagodowych i połową startej czekolady (u mnie mniej, ponieważ część czekolady wmieszałam do masy). Całą czynność powtórz z drugą warstwą (czyli biszkopty-masa-owoce-czekolada). Tortownicę szczelnie przykryj i odstaw do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

I gotowe :). Podawaj z bitą śmietaną, świeżymi owocami, listkami mięty i pozostałym sosem owocowym.

Smacznego!

Fougasse z nadzieniem - WP #82

Sierpniowa, 82 edycja Weekendowej Piekarni, to rewelacyjne, francuskie Fougasse, które w Wyznaniach francuskiego piekarza wyszukała dla nas Zemfiroczka. Pomysł idealny na tę porę roku, póki świeże owoce i warzywa mogą waszej wyobraźni posłużyć do komponowania wielu ciekawych i aromatycznych nadzień :). Gotowe chlebki są puszyste i delikatne. Wyrabiały się dość ciężko i długo, ale warto było się pomęczyć (mąkę dodawałam stopniowo, a mleko w proszku zastąpiłam zwykłym, by ciasto nie było zbyt suche). Efekt wizualny - wspaniały. Polecam!

FOUGASSE Z NADZIENIEM
2 bochenki

1 i 3/4 szklanki (245g) mąki pszennej uniwersalnej
1 i 3/4 szklanki (260g) mąki pszennej chlebowej
1 1/2 łyżeczki soli
4 1/2 łyżeczki suszonych drożdży - u mnie 10g
1 łyżka miękkiego masła
3 łyżki mleka w proszku - użyłam zwykłego mleka
4 i 1/2 łyżeczki cukru
1 szklanka (225ml) ciepłej wody (temperatura 32-38 stopni)
nadzienie słodkie lub słone wedle fantazji i uznania
dodatkowo: roztrzepane jajko, mleko, woda z cukrem lub woda z mąką do posmarowania; cukier, sezam, mak do posypania (opcjonalnie)

Przesiej mąkę z solą do misy miksera, dodaj drożdże, a potem masło i wyrabiaj na średnich lub niskich obrotach, stopniowo dodając mleko w proszku i cukier. Powoli wlewaj wodę i wyrabiaj przez około 5-10 minut, aż ciasto zacznie odchodzić od brzegów naczynia. Wyjmij ciasto, połóż na blacie i zostaw na 10 minut. Przełóż z powrotem do misy i wyrabiaj na średnich obrotach przez około 15-20 minut, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne. Wyrobione ciasto uformuj w kulę i włóż do misy na około 45 minut do wyrastania, aż podwoi swoją objętość.
/Ja wyrabiałam ciasto ręcznie: najpierw szybko zagniotłam, odstawiłam na 10 minut, po czym wyrabiałam przez 15 minut/

Po tym czasie delikatnie wyjmij ciasto, podziel je na dwie równe części i uformuj gładkie kule. Przykryj wilgotną ściereczką i odstaw na blat do podwojenia objętości, na około 20-25 minut.

Piekarnik rozgrzej do 220 stopni Celsjusza (z kamieniem, czyli godzinę wcześniej).

Gdy kule podwoją objętość, przebij je, uformuj w kształt prostokąta o wymiarach 10 cm x 25 cm (u mnie szerszy). Na połowie ciasta, wzdłuż dłuższego boku rozsmaruj wybrane nadzienie, zostawiając wolny brzeg o długości 1,5 cm. Drugą połówkę ciasta ponacinaj ostrą żyletką (nóż może się tutaj nie sprawdzić - użyłam noża ceramicznego i to wystarczyło) na całej długości w 4-6 miejscach, dokonując ukośnych nacięć. Złóż ciasto, by nacięcia były na górze, a brzegi dociśnij, by się dobrze zlepiły. Posmaruj jajkiem (lub mlekiem, wodą z cukrem lub wodą z mąką), jeśli chcesz posyp sezamem lub cukrem (lub inną ulubioną posypką) i wstaw do pieca. Piecz przez 20 minut z parą. Ostudź na kratce.

Zrobiłam swoje Fougasse w wersji wytrawnej i słodkiej. Bochenek widoczny powyżej nadziany jest cebulą (półplasterki), czosnkiem (plasterki), dużą ilością naci pietruszki i bundzem.

Bochenek na słodko ma w sobie mascarpone, brązowy cukier i śliwki. Dodatkowo posypałam go grubym białym cukrem.

Inne proponowane przez zemfiroczkę nadzienia to: tapenada, gęsty sos pomidorowy z plasterkami chorizo lub innej ulubionej kiełbasy, przecier z grzybów, przecier z anchois, siekany czosnek z pietruszką ser kozi, roquefort z rozgniecionymi orzechami włoskimi, pesto, mozzarella z cząstkami pomidorków koktajlowych, feta z pieczoną papryką, pasta z pieczonej papryki, suszonych pomidorów i chilli, kawałki cukinii z koperkiem i piniolami, caponata, a także owoce i dżemy... lub cokolwiek przyjdzie wam na myśl ;).

Smacznego!

Sałatka owocowa Mohito

Kupiłam ostatnio Kuchnię, numer sierpniowy... no dobrze, zawsze kupuje Kuchnię, ale od dłuższego czasu tylko ją przeglądam i odkładam na półkę. A tu proszę jaka niespodzianka, pierwszy raz od dawien dawna znalazłam w tym miesięczniku mnóstwo przepisów, których bym chciała spróbować: fajny torcik herbaciany na początku, mnóstwo przepisów na ryby, na wypieki z jagodami, sałatki, zioła... Zaczęłam jednak szybko i delikatnie, czyli od przepisu Jamiego na sałatkę owocową. Mohito to mój ulubiony drink (no może na równi z truskawkową Margaritą :), nic więc dziwnego, że muszę teraz stwierdzić, że to moja ulubiona sałatka owocowa - orzeźwiająca, lekka, super! Swoją drogą to nieco dołujące, że ktoś potrafi wymyślić coś tak prostego i oczywistego... i że nie jestem to ja :). Bo przepis jest banalny: weź swojego ulubionego drinka, trochę owoców i gotowe ;).

SAŁATKA OWOCOWA MOHITO
4 porcje

listki oberwane z 1 pęczka mięty
skórka otarta z 3 limonek
sok z 3 limonek
2 łyżki jasnego cukru trzcinowego
biały rum do smaku - czyli tyle ile zapragniecie
1/4 dużego arbuza
2 dojrzałe mango
1 dojrzały ananas

Arbuza pokrój na kawałki; mango obierz i pokrój w pasterki; ananasa obierz, pozbaw rdzenia i pokrój na cząstki.

Rozetrzyj w moździerzu większość listków mięty ze startą na tarce o małych oczkach skórką limonek. Dodaj cukier, solidną porcję rumu oraz sok z limonek i delikatnie wymieszaj. Spróbuj, a jeśli uznasz za stosowne, dodaj jeszcze odrobinę cukru (lub rumu ;). Wymieszaj z misce owoce z niewielką ilością sosu, a następnie rozłóż równomiernie na dużym talerzu. Polej resztą Mohito, przybierz listkami mięty i podawaj.

Smacznego!

Buchty ze śliwkami

Ten przepis czekał cały rok na wypróbowanie i to było stanowczo zbyt długo! Buchty Sarah Wiener ze strony Liski są po prostu tak rewelacyjne, że nie wiem co o nich napisać. Po prostu musicie spróbować sami!

BUCHTY ZE ŚLIWKAMI
tortownica 23-26cm

125ml mleka
20g świeżych drożdży
75g cukru
80g miękkiego masła
250g mąki pszennej - u mnie 300g
2 żółtka
8-16 śliwek węgierek
8 kostek cukru - użyłam kostek z cukru trzcinowego
dodatkowo do obtoczenia: 100 g masła, roztopionego
- wystarczyło 30g

Podgrzej mleko. Drożdże rozkrusz, po czym wymieszaj z połową podgrzanego mleka i 1 łyżką cukru, odstaw. Masło wymieszaj z resztą mleka, żeby się rozpuściło. Do drożdży dodaj żółtka, mąkę, pozostały cukier i mieszankę mleka z masłem. Wyrób miękkie ciasto. Miskę szczelnie przykryj i odstaw w ciepłe miejsce na co najmniej 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni.

Masło do obtaczania rozpuść na patelni. Ciasto delikatnie nacisnij i podzieli na 8 dużych lub 24 małych kawałków, z każdego uformuj kulkę. Każdą z tych kulek obtocz w maśle i umieśc w formie (u mnie tortownica 23 cm). Odstaw do wyrastania na 30 minut. Przed pieczeniem napełnij buchty: 2 śliwki przekrojone na pół plus 1 kostka cukru (do 1 dużej buchty). /ja swoje buchty napełniłam śliwkami z cukrem przed wyrastaniem, takie obtoczyłam w maśle i ułożyłam w formie/

Wyrośnięte buchty piecz przez 30 minut. Przed podaniem ostudź nieco na kratce i posyp cukrem pudrem (lub podawaj z sosem waniliowym).

Jak widać podzieliłam ciasto na 8 kawałków i zrobiłam duże buchty, tak jak Liska. Moje śliwki były bardzo duże, więc do każdej bułeczki włożyłam tylko po 1 sztuce, pokrojonej na ćwiartki. Więcej po prostu by się nie zmieściło, ale ilość zależy od was. Buchy można nadziać też innymi owocami lub powidłami, gdy skończy się sezon na śliwki (na szczęście nie skończy się szybko:).

Smacznego!

Stirato, czyli chlebko-bagietki włoskie

Te bagietki powstają z takich samych składników, jak bagietki francuskie, są jednak zupełnie inne. Bagietka paryska jest delikatna, z kolei stirato (tł. rozciągnięty) przypomina bardziej pieczywo wiejskie. Oprószone mąką bochenki bez nacięć (ja jak widać nie mogłam się powstrzymać i nacięłam :) wyciągane są z pieca lekko upieczone z jasną, miodowej barwy skórką.

Stirato ma lekko chrupiącą skórkę i nieco wilgotny miąższ, a ponieważ jest tak długie idealnie nadaje się do krojenia (lub podarcia) na kawałki - jako dodatek do sałatek, zup czy makaronów. A u mnie do środowego grilla, czyli do kurczaka w marynacie cytrynowej z oregano, grillowanej kukurydzy i nieudanej karkówki zastąpionej kiełbasą :).

Przepis pochodzi z książki Local Breads Daniela Leadera (rozdział Werona i Toskania).

STIRATO
2 sztuki

zaczyn (biga)
90g wody o temperaturze pokojowej
150g mąki pszennej lub pszennej chlebowej
- użyłam tej drugiej
3/4 łyżeczki suszonych drożdży
ciasto właściwe
280g ciepłej (30-35 stopni) wody
1 łyżeczka suszonych drożdży
400g mąki pszennej lub mąki pszennej chlebowej - chlebowa
1 i 1/2 łyżeczki soli

zaczyn
Wodę wlej do małej miski, dodaj drożdże i mąkę, wymieszaj. Całość przełóż na blat i zagniataj przez 1-2 minuty, aż składniki połączą się, ale ciasto nie będzie idealnie gładkie. Miseczkę lekko natłuść, przełóż do niej ciasto, przykryj szczelnie folią i odstaw w temperaturze pokojowej na 1 godzinę, a następnie przełóż do lodówki na 8-16 godzin. Zaczyn po tym czasie powinien podwoić swoją objętość, stać się błyszczący, porowaty i pachnieć lekko kwaśno.

ciasto właściwe
Do zaczynu dodaj pozostałe składniki, przełóż na oprószony mąką blat, po czym zagniataj zdecydowanie i równomiernie przez 15 minut. Ciasto będzie bardzo płynne i kleiste, nie dodawaj jednak mąki (ewentualnie od czasu do czasu podsypuj mąką ręce), w miarę zagniatanie stanie się ono bardziej spójne, choć ciągle lepkie. Wyrobione ciasto powinno być gładkie i elastyczne. /Można wyrabiać też mikserem typu Kitchen Aid na średniej (4) prędkości przez 10-15 minut./
Gotowe ciasto przełóż do natłuszczonej miski i odstaw do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na 1,5-2 godziny lub do momentu, w którym podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto przełóż na oprószony mąką blat i podziel na 2 równe części. Przykryj je folią spożywczą i zostaw na 10 minut. Z każdej sztuki uformuj grubą bagietkę (sposób formowania można podpatrzeć
u Liski) o długości 30 cm (szerokość 7-8 cm). Ułóż bagietki złączeniami w dół na papierze do pieczenia, zachowując między nimi 10cm odstęp (ja ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i na tej blasze piekłam). Całość oprósz mąką (np. używając sitka), przykryj folią spożywczą (przykryłam ściereczką) i odstaw do wyrośnięcia na 45-60 minut. /Daniel Leader nie pisze nic o nacinaniu, ale ja swoje naciełam/.

Na środkowym poziomie piekarnika umieść kamień (pominęłam, ponieważ piekłam na blasze) i rozgrzej piec do 230 stopni.

Bagietki razem z papierem do pieczenia przełóż na kamień (lub włóż do piekarnika blachę). Na dno wysyp 1/4 szklanki kostek lodu, aby utworzyć lekką parę. Piecz przez 20-30 minut, aż pieczywo nabierze miodowo-złotego koloru. Upieczone stirato przełóż na kratkę i studź przez minimum 1 godzinę przed podaniem.

Stirato najlepiej smakuje w dniu, w którym zostało upieczone. Można je także zamrozić (do 1 miesiąca).

Mogę spokojnie podpisać się pod wszystkim tym, co Daniel Leader napisał o tym pieczywie: jest lekko chrupiące, lekko wilgotne i tylko z zewnątrz przypomina tradycyjną bagietkę. To raczej chleb i to chleb prawdziwy: mi przypomina nasze ulubione bochenki z GS-u w Rabce :). Jeśli więc spodziewacie się bagietki we francuskim stylu, ten przepis nie jest dla was ;).

Smacznego!

Quesadillas z cukinią i kukurydzą

Quesadillas to fajna (przede wszystkim bardzo szybka w przygotowaniu) rzecz jeśli mamy pod ręką gotowe tortille. Ja używam kupionych, ponieważ jeszcze nigdy nie udało mi się stworzyć równych, okrągłych placków - zawsze wychodzą mi nieforemne i w różnych rozmiarach :). Dzisiejszy przepis jest od Marthy Stewart. Podejrzewam, że ciężko będzie wam znaleźć jack pepper cheese (czyli ser z papryczkami chilli), ale każdy inny, ulubiony się nada: może to być mozzarella, ser z pieprzem lub coś podobnego.

QUESEDILLAS Z CUKINIĄ I KUKURYDZĄ
2 sztuki

4 łyżki oliwy z oliwek
1 cebula
4 ząbki czosnku
2 średnie cukinie (450g)
1 szklanka kukurydzy - świeżej, mrożonej lub z puszki
1/4 szklanki posiekanego szczypioru z dymki
4 duże pszenne tortille
2 szklanki startego sera (w oryginale Pepper Jack Cheese)

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni. Cebulę drobno posiekaj, cukinię pokrój w cienkie półplasterki.

W dużym rondlu podgrzej 3 łyżki oliwy. Na średnim ogniu podsmaż cebulę (przez około 5 minut) z 1 łyżeczką soli, następnie dodaj zmiażdżony czosnek i smaż jeszcze przez 1 minutę. Dodaj cukinię i kukurydzę, po czym smaż mieszając od czasu do czasu do momentu, aż cukinia zmięknie (około 6 minut). Zdejmij z ognia i wmieszaj szczypior.

Każdą tortillę posmaruj z jednej strony pozostałą oliwą z oliwek. Dwie sztuki ułóż na blasze posmarowaną stroną w dół. Nałóż farsz, posyp serem, przykryj pozostałymi tortillami (naoliwioną stroną do góry). Całość lekko dociśnij. Piecz przez 10 minut
(Martha odwraca w połowie pieczenia, ale nie jest to konieczne).

Gotowe quesadillas pokrój na ćwiartki i podawaj (najlepiej ze śmietaną, sałatą i avocado).

Smacznego!

Tiramisu

Kilka dni temu przeglądaliśmy razem z A. nieco zapomnianą ostatnimi czasy książkę Philipa Johnsona Classic Ecco. Oczywiście głównie dział ciast :). Zapytałam A. co powinnam zrobić w ten weekend, a on oczywiście z ogromnego spisu musiał wybrać Tiramisu (bo lubi głównie te smaki, które już zna ;). No i mamy kolejne Tiramisu, o tyle inne, że robione w okrągłej formie, przez co jeśli dobrze schłodzone (aby krem nie wypływał) spokojnie może zastąpić tort (a nie wymaga pieczenia i robi się szybko). To Tiramisu, jak i wiele innych, to deser dla tych, którzy nie obawiają się surowych jaj. Polecam podawać z dużą ilością bitej śmietany - nada to ciastu jeszcze większej lekkości.

TIRAMISU
tortownica 26cm

5 żółtek
4 białka
100g cukru
500g mascarpone
400ml espresso lub mocnej kawy, ostudzonej
30ml Galliano
- pominęłam
30ml Tia Maria
- użyłam 60ml likieru kawowego Sheridan's
30ml brandy
- u mnie rum
400g podłużnych biszkoptów - 350g wystarczy
200g startej gorzkiej czekolady
dodatkowo: 250ml ubitej śmietanki 30%; kakao

Żółtka ubij z cukrem do momentu uzyskania kremowej, gładkiej masy. Dodaj mascarpone, zmiksuj. Dokładnie ubij białka (przez kilka minut), po czym za pomocą łyżki lub silikonowej łopatki delikatnie wmieszaj je do masy serowej (jeśli jest gorąco gotowy krem przełóż do lodówki na czas przygotowywania biszkoptów).

Zimną kawę zmieszaj z alkoholem. Każdy biszkopt namocz w mieszance kawowej, uważając jednak by nie były całkowicie/zbytnio nasiąknięte.

Biszkopty rozłóż promieniście w tortownicy (niektóre z nich trzeba będzie przełamać na pół), nałóż na nie połowę masy serowej, a następnie posyp połową startej czekolady, całą czynność powtórz (czyli biszkopty-krem-czekolada). Formę dokładnie przykryj folią spożywczą i przełóż do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Podawaj z lekko ubitą bitą śmietaną, posypaną gorzkim kakao (opcjonalnie).

I gotowe :). Nie jestem wielką miłośniczką Tiramisu, to jednak jeden z ulubionych deserów A., więc próbujemy wielu jego odmian. To jednak i według mnie jest całkiem przyzwoite (mało słodkie!) i ciekawe w formie. Dużym plusem w tym przepisie jest ogromna ilość startej gorzkiej czekolady, a musicie wiedzieć, że A. w tarciu czekolady jest mistrzem: 200g potrafi zetrzeć w kilka minut, podczas gdy mnie zajmuje to pół dnia ;).

Smacznego!

PS. Z tej samej książki niedługo zaprezentuje Wam torcik z mascarpone, białą czekoladą i owocami leśnymi (też mocno w stylu tiramisu) oraz ciasto z jabłkami.

Cukinia w curry i kuskus cytrynowy

Tęsknie za indyjskimi smakami, nie mam teraz jednak czasu na analizowanie przepisów, poszukiwanie składników i eksperymentowanie. Ale dziś z tej tęsknoty zamówiłam kilka książek na Amazonie (nie tylko o kuchni indyjskiej, ale i o chińskiej, o ryżu i oczywiście o ciastach) - gdy tylko skończy się lato zacznę was nimi zamęczać, a może zorganizuje jakiś szerszy (tym razem nie jednoosobowy) festiwal gotowania? Zobaczymy :). Póki co ekspresowa w przygotowaniu cukinia (fiordizucca) i kuskus (jak to z kuskusem bywa - równie szybki).

CUKINIA W CURRY
4 porcje

4 średnie cukinie
1 średnia cebula
4 ziarna kardamonu
kilka ziaren kuminu
kilka ziaren kolendry
2 łyżeczki mieszanki przypraw curry

sól, oliwa z oliwek
dodatkowo: jogurt naturalny

Cukinię pokrój w półplasterki, cebulę drobno posiekaj. Oliwę rozgrzej na dużej patelni lub w rondlu. Wrzuć cebulę i przyprawy, smaż przez kilka minut. Następnie dodaj cukinię, przykryj i smaż pod przykryciem przez 5-10 minut (aż warzywo zmięknie, ale nie rozgotuje się). Dopraw solą do smaku. Podawaj od razu z kuskusem i gęstym jogurtem naturalnym.

CYTRYNOWY KUSKUS
4-6 porcji

2 szklanki (450ml) kaszki kuskus
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki skórki otartej z cytryny
900ml bulionu z kurczaka
sól do smaku

Kuskus wymieszaj z solą i umieść w misce. Bulion zagotuj z sokiem cytrynowym i skórką cytrynową, zalej nim kaszkę. Miskę przykryj i odstaw na 10 minut.

Smacznego!

Sernik tiramisu (na zimno)

Jak już pisałam wielokrotnie nie przepadam za sernikami na zimno. Ten jednak jest chyba najlepszym jaki do tej pory zrobiłam, zapewne za sprawą marscapone. Odkrywa on przede mną całą gamę marscaponowych ciast, których chciałabym teraz spróbować :). Smakuje wspaniale, nie jest słodki (pominęłam Marsale w masie serowej, ponieważ według mnie alkohol tam nie pasuje) i IDEALNIE smakuje z filiżanką kawy.

SERNIK TIRAMISU NA ZIMNO
tortownica 23cm

250ml espresso, ostudzonego
2 łyżki cukru
80ml słodkiego wina Marsala - użyłam likieru kawowego Sheridan's
200-250g podłużnych biszkoptów - u mnie 200g
masa serowa
2 łyżeczki żelatyny - u mnie 3 łyżeczki
2 łyżki wody
125g serka śmietankowego typu Philadelphia
40g cukru pudru
250g marscapone
2 łyżeczki słodkiego wina Marsala - pominęłam (nie lubię alkoholu w masach serowych)
300ml śmietanki 30% do ubijania
dodatkowo: posiekana czekolada lub ziarna kawy w czekoladzie do dekoracji

Dno i boki tortownicy posmaruj masłem. Zmieszaj kawę z cukrem i alkoholem, odstaw. Od każdego biszkoptu odetnij końcówki z jednej strony, tak by zostały ci 7cm kawałki.

80ml mieszanki kawowej umieść w małym rondelku. Gotuj bez przykrycia do momentu, aż kawa zgęstnieje i pozostanie jej około 1 łyżki. Odstaw do ostygnięcia.

Biszkopty zanurz w pozostałej mieszance kawowej płaskim końcem. Wyłóż nimi boki tortownicy. Odcięte końcówki i pokrojone pozostałe biszkopty także zanurz w kawie, wysyp nimi dno tortownicy.

masa serowa
Wodę umieść w małej miseczce, posyp ją żelatyną. Rozpuść nad parą wodną, odstaw do ostygnięcia na 5 minut. Ser śmietankowy ubij z cukrem, dodaj marscapone i alkohol, a następnie żelatynę. Całość dokładnie zmiksuj. Ubij śmietanę, dodaj ją do masy serowej, wymieszaj. Masę przełóż do tortownicy, wyrównaj wierzch. Polej zredukowaną kawą i za pomocą wykałaczki lub trzonka łyżki wykonaj kilka ruchów, aby zmieszać nieco kawę z masą serową na wierzchu. Sernik włóż do lodówki na całą noc.

Podawaj udekorowany posiekaną czekoladą lub posiekanymi ziarnami kawy w czekoladzie.

Przepis na ten sernik pochodzi z książki Cheesecakes, baked and chilled wydawnictwa The Australian Women's Weekly. Nauczona doświadczeniem z przepisami na serniki na zimno z innych krajów dodałam więcej żelatyny (i tak należy zrobić).

Ponieważ sugerowane w przepisie ziarna kawy w czekoladzie są w Polsce bardzo drogie, zastąpiłam je z dużym powodzeniem posiekaną gorzką czekoladą, co i wam polecam.

Poza tym minął już miesiąc od kiedy Róża jest z nami i czas przestać oszukiwać siebie, że obecna sylwetka jest jeszcze wynikiem ciąży :). Nie jestem zwolenniczką diet, wyznaję wydaje mi się zdrową zasadę, że lepiej jeść wszystko, tylko w mniejszych ilościach (lub mniej kalorycznie) oraz więcej się ruszać. Tak więc ciast u mnie będzie teraz nieco mniej, choć nie znikną całkowicie. Mam jednak nadzieję, że inne potrawy też przypadną wam do gustu, zwłaszcza że mamy teraz sezon na owoce i warzywa, czyli czas idealny by jeść nieco bardziej lekko.

Smacznego!
Blog Widget by LinkWithin